Post lekarstwem dla ciała i duszy (rekolekcje, cz. II)

ks Witold Ostafiński, 18.03.2010



Jest piątek. Wchodzę na uczelnianą stołówkę. Przeglądam jadłospis. Jest spory wybór potraw. Zamawiam coś jarskiego – pierogi. Za plecami słyszę jednak komentarz rozbawionych młodych ludzi. Jeden z nich podchodzi i ostentacyjnie mówi: „A ja schabowy z frytkami poproszę!".

Czy dziś ktoś jeszcze pości? Trzeba niemałej odwagi, aby poruszać temat postu, który stał się niemodny i wyśmiany w społeczeństwie, a w Kościele niemile widziany na tle złagodzonej praktyki postnej. Tłumaczymy się, że dziś się już nie da tak jak kiedyś, że trzeba więcej pracować niż dawniej, a człowiek nie ma już zdrowia do podejmowania takich wyrzeczeń. I znajdujemy sto przeciwwskazań. Wielu młodych z grup modlitewnych pości dziś w intencji pokoju, obrony życia, by pogłębić własną modlitwę i medytację. Jedni poszczą, by się sprawdzić czy potrafią być panami samych siebie. Wielu jada mniej ze względu na zdrowie, by utrzymać linię lub leczyć choroby. Wielu pości w obawie, że mogłoby zjeść coś niezdrowego.

Post to różne formy umartwienia, widoczne na zewnątrz i wewnątrz. Okres wielkopostny oznacza prawdziwy post. Jest to post ciała i duszy. Ten związany z jedzeniem jest najważniejszy i nic go w pełni nie może zastąpić, bo on uczy jak temperować siebie, uczy jak panować nad naszymi apetytami i głodami. Człowiek jest tym, czym i jak się żywi. Post jest wyrazem wiary i formą modlitwy ciała i duszy. To nie forma strajku głodowego, który ma na celu wymóc uległość Boga wobec naszych żądań. Nie jest to też droga do wyniszczenia ciała, która kończy się anoreksją. Post uczy panowania nad sobą i jest drogą do porządkowania życia. To czynnik gruntujący modlitwę, pomoc we wzmocnieniu czujności i otwarcia się na Boga.

W tradycji biblijnej Żydzi przez post wyznawali wobec Boga swą grzeszność, prosili o przebaczenie i pomoc w powstawaniu z upadków. Według nich każde niepowodzenie było znakiem nieposłuszeństwa wobec Boga a post był uzewnętrznieniem woli powrotu do Boga. W tradycji Kościoła środy i piątki były dniami postnym (dla Żydów był to poniedziałek i czwartek).

W pierwszych wiekach poszczono przed przyjęciem chrztu, gdyż uważano, że post pozytywnie przygotowuje na to, czego Bóg zamierza dokonać. Organizowano także dni postne, które były dla chrześcijan czasem pilniejszego niż zwykle odnoszenia swego życia do Boga. Post wiązał chrześcijan we wspólnotę. Była to forma modlitwy i czuwania, a nie prywatna praktyka ascetyczna. Pierwszą rzeczą, której oczekiwano od postu, było jego uzdrawiające działanie zarówno na ciało, jak i na duszę. Post oczyszcza ciało i duszę. Św. Atanazy mówił, że post uświęca ciało. Ciało przez post staje się świątynią Ducha Świętego, staje się „przepuszczalne" dla Ducha Świętego. Człowiek należy do Pana nie tylko duszą, ale też i ciałem. Skoro chcemy się otworzyć na Boga, musimy rozpocząć od ciała. Jeżeli chcemy należeć do Pana, to takie pragnienie powinno być wyczuwalne także fizycznie. Ojcowie Kościoła w ujęciu postu zakładali jedność ciała i duszy. Nie chodziło im tylko o zdrowie ciała czy o samo zbawienie duszy, ale raczej całego człowieka. Gdy człowiek żyje, jak należy, gdy właściwie zważa na swoje ciało i duszę, wtedy żyje zdrowo. Z postem cielesnym powinien być złączony post duchowy. Dobrze pojęty post cielesny zawsze jest postem duchowym. Poszcząc bowiem człowiek walczy nie tylko z własnym ciałem, ale także ze swoimi namiętnościami i myślami. Dlatego św. Bazyli Wielki zwraca się do nas: „Nie zamykaj postu w samym wstrzymaniu się od jedzenia, prawdziwy bowiem post oznacza powstrzymanie się od zła. Rozważ wszelkie niesprawiedliwe więzy, odrzuć urazy, jakie żywisz względem sąsiada, przebacz mu wyrządzoną krzywdę. Niech twe poszczenie nie prowadzi do kłótni i niesnasek. Nie jesz wprawdzie mięsa, ale pożerasz swego brata; powstrzymujesz sie od wina, ale nie od zniewag. Stąd i cały twój trud postu jest próżny".

Od wieków post bywał stosowany jako sprawdzony środek w zmaganiach o czystość serca. W poście bowiem spotykamy się ze sobą, z wrogami naszej duszy, a wtedy towarzyszą nam kaprysy, jesteśmy nieznośni dla innych. Ktoś powiedział, że chyba lepiej byłoby nie pościć i być w dobrym nastroju niż poszcząc być dla innych kulą u nogi. Ale to tylko pozorna prawda, bo jeśli przez złe humory schodzimy z obranej drogi, to nigdy nie poznamy siebie. Czy tylko wtedy mogę się dobrze czuć, gdy do woli jem i piję? Co utrzymuje mnie w dobrym samopoczuciu? Czy tylko wtedy, gdy mam zaspokojone swe potrzeby jestem zadowolony z siebie i z Boga? W poście dają o sobie znać wewnętrzne rany, które człowiek ukrywa za pomocą zewnętrznego aktywizmu albo przez szukanie zadowolenia w jedzeniu i piciu. Post daje odpowiedź na pytanie, kim jestem. Ukazuje słabości i wskazuje gdzie konkretnie mam popracować nad sobą.

Tylko na pustyni możemy się przekonać, sprawdzić, jakie naprawdę zamiary kryją się w naszym sercu. Gdy Jezus pościł przez 40 dni, przystąpił do Niego szatan i wówczas Jego misja stanęła przed groźbą zniweczenia i sprzeniewierzenia się Bogu. Ale gdy Jezus pokonał pokusę wykorzystania Bóstwa dla zaspokojenia ludzkiego głodu, użycia mocy Boga dla ludzkiego podziwu, uznania pieniądza i władzy za swego bożka a uznał Boga za swego Pana „Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu" (Mt 4,11). Góra kuszenia przerodziła się w górę raju. Człowiek otrzymuje łaskę niebios i sam staje się aniołem, gdy pokona własną pychę.

„Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę" (Mt 6,16).  Kto pości dla ludzkiego uznania, nie osiągnie pozytywnych wyników. Post kogoś takiego nie przemieni, nie uczyni go wolnym i oddanym Bogu. Zamiast opanowania własnych popędów człowiek stanie się zwierzęciem, które pożera braci przez poniżanie, ubliżanie, osądzanie i pogardę. Popędy nie ulegną ujarzmieniu, ale jedynie uciskowi i wpłyną na poziom odnoszenia się do ludzi. Testem na to czy poszczę należycie jest mój stosunek do bliźniego. Gdy mówię źle o innych, nie zrozumiałem w ogóle sensu postu. Lepiej wtedy z niego zrezygnować. Post cielesny ma być związany z postem duchowym, to znaczy człowiek ma się powstrzymać od złych myśli. Myśli jednak nie da się tak po prostu wyrzec, tak jak jedzenia. One raczej będą nas dręczyć na nowo. Przeciwko złym myślom prowadzi się bój za pomocą postu duchowego. U mnichów było to: milczenie, praca ręczna, medytacja, modlitwa wewnętrzna. Gdy poszczę ciałem, mogę ducha skłonić do większej czujności. Post upokarza ciało, a czujność oczyszcza ducha. Post nie jest zamachem na ciało i jego prawa ani też wyniesieniem ducha ponad ciało. Post jest drogą do prawdy, na której uczymy się jak ze sobą postępować. Zdrowy post ma się łączyć z miłością bliźniego i z jałmużną. To co post pozwala zaoszczędzić, należy rozdać ubogim i potrzebującym.

Post umacnia modlitwę i czyni ją skuteczniejszą, szczególnie modlitwę błagalną. Modlitwa połączona z postem otwiera niebiosa. Modlitwa nie pozostaje wtedy tylko w umyśle, czy na poziomie warg, ale obejmuje całą egzystencję. Błagamy wtedy Boga ciałem i duszą. Pokazujemy wtedy, ze człowiek sam tu nic nie wskóra i musi liczyć na pomoc Boga. Przez post wyznajemy, że własną mocą nie zdołamy się obronić przed wrogami, ale że potrafimy liczyć na pomoc Bożą. Poszcząc, modlimy się własnym ciałem. Sam post jest już modlitwą, jest wołaniem ciała ku Bogu. W poście jednoczymy się z tym, za kogo pościmy. Stajemy się miłosierni. Jesteśmy zdolni do współczucia.

Byli udanym małżeństwem, młodą kochającą się rodziną z gromadką dzieci. On „człowiek na stanowisku" miał dobrze płatną pracę, dzięki czemu ona mogła zajmować się tylko domem. Kariera zawodowa męża, rozwijała się błyskawicznie. Był on zdolnym managerem, więc wkrótce został prezesem poważnej spółki handlowej. I wtedy rozpoczęła się droga przez mękę. Częste wyjazdy, przyjęcia, bankiety, spotkania integracyjne nie służyły abstynencji. Ponieważ był człowiekiem uczynnym, takim, co to wszystko potrafi załatwić to też dowody wdzięczności najczęściej otrzymywał w postaci alkoholu.  Zaczął pić. Nie pomogły prośby żony, porady psychologa ani leczenie odwykowe. Szybką karierę jeszcze szybciej przerwał alkohol. Najpierw utracił stanowisko, a potem został zwolniony z pracy. Kiedy skończyły się pieniądze, zaczął wynosić z domu to, co łatwo można było sprzedać. Ze wspaniałego kochającego męża stał się domowym awanturnikiem. Zrozpaczona żona szukała pomocy. Sąsiedzi, znajomi doradzali jej rozwód. Trudno było przyjąć taką radę ze względu na dzieci i własne przyrzeczenie miłości na dobre i na złe. Wracając od radcy prawnego, wstąpiła do kościoła, chciała jeszcze raz wypłakać się przed Bogiem. Po dłuższej modlitwie we łzach w półmroku świątyni dostrzegła zapaloną w konfesjonale lampkę. Podeszła. Siedział tam sędziwy już kapłan. Opowiedziała mu wszystko. Nauka i rada doświadczonego spowiednika była prosta. Moje dziecko – kochasz go? Zapytał. Szlochając, wyszeptała – tak! „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem". Módl się za niego i podejmij wyrzeczenie. Wychodząc z kościoła, podpisała przyrzeczenie abstynencji i postu o chlebie i wodzie w każdy piątek. Codzienną Komunię Świętą ofiarowała w jego intencji. W każdy wieczór razem z dziećmi klękała do modlitwy w intencji ojca alkoholika, który początkowo widząc modlące się dzieci robił jeszcze większe awantury, ale potem nie mogąc tego znieść kładł się do łóżka zakrywając poduszką uszy. Wszyscy, matka i dzieci zobowiązali się ofiarować w intencji ojca dziewięć pierwszych piątków miesiąca. W nadziei, że Bóg przyjmie ich ofiarę regularnie podążali do świątyni. I jakże zdziwili się i uradowali, gdy pewnego piątku do kolejki przy konfesjonale stanął ich ojciec  – nawrócony alkoholik.  

„Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem" (Mt 17, 21). Post wspomaga naszą modlitwę i jest świadectwem, że są sytuacje w naszym życiu, w których jedynie Bóg jest wstanie przemienić serce człowieka. Post połączony z modlitwą otwiera pewną przestrzeń, w którą wchodzi i działa Bóg. Jak mówi św. Bernard z Clairvaux „Post dodaje modlitwie powagi i czyni ją żarliwą... Modlitwa przez post nabiera siły, a post wyprasza łaski modlitwie. Post wzmacnia modlitwę, a modlitwa stawia go przed Panem". Post wzmaga modlitwę, bo czyni modlącego się uważniejszym, otwartym na sprawy ducha. Jedzenie czyni człowieka sytym i ospałym. Z pełnym żołądkiem nie można się dobrze modlić, bo modlitwa wówczas nabiera charakteru samozadowolenia. Post uczy Bożej bojaźni i pokory. Post jest uwielbieniem Boga. Człowiek pada przed Bożą wielkością i korzy się ciałem, które dręczy głód. Człowiek upokarza się przed Bożą nieskończonością. Ona jedynie może zaspokoić jego najgłębszy głód.