- Strona główna
- Wobec codzienności
- Aborcja kontra geniuszom
Aborcja kontra geniuszom
ks. Robert Nęcek, 12.05.2010 Nie
tak dawno na falach Radia Zet można było usłyszeć z ust Pani minister Ewy
Kopacz, że w naszym kraju „już 1200
Polaków poczęto in vitro – mogą być geniuszami". Z drugiej jednak strony –
idąc tym tokiem myślenia – dzięki aborcji ginie w skali rocznej 7–14 tysięcy
dzieci. Jeżeli tak bardzo zależy nam na rodzących się geniuszach, to warto wstawić
się za dziećmi mordowanymi poprzez proceder aborcji, gdyż z tej grupy zamordowanych
jest jeszcze większa możliwość urodzenia geniuszy, a nie daje się im szansy
życia.
Kościół,
wypowiadając się w sprawie in vitro, nie kieruje się światopoglądem, lecz
troską o godność osoby ludzkiej, która zapisana jest we wszystkich dokumentach
międzynarodowych. Nie jest to więc sprawa wiary, lecz głos daleko idącego
rozsądku. Problem w tym, że poprzez in vitro „człowiek – jak pisze Ojciec Święty
Benedykt XVI – nie rodzi się już jako owoc tajemnicy miłości, nie powstaje
dzięki tajemniczemu procesowi płodzenia i narodzin, lecz pojawia się jako
przemysłowy produkt. Jest wytwarzany przez innych ludzi". Papież doda, że „nie
chodzi o krępowanie wolności nauki czy ograniczanie możliwości techniki, lecz o
obronę wolności Boga i godności człowieka, albowiem o nią toczy się tu gra".
Trudno
jest także pojąć systematyczne sondowanie społeczeństwa w zakresie finansowania in vitro i głosy wzywające do refundacji antykoncepcji. Z jednej strony mówi
się o sztucznym powoływaniu ludzi do życia, a z drugiej zaś strony promuje się
przeciwdziałanie poczęciu tego życia. Oznacza to, że płodność i bezpłodność
należy uznać za chorobę w zależności od potrzeby i prywatnego upodobania. W tym
kontekście bezgraniczny autentyzm relatywistów pozbawiony jest intelektualnej
spójności, ośmiesza i obraża ludzką godność. Wielce polemiczna jest również
teza, że funkcjonowanie od 20 lat metody in vitro staje się przepustką do jej automatycznego
uznania. Otóż niekoniecznie, gdyż wszędzie tam, gdzie relatywizuje się zasadnicze
wartości, a Kościół w zręczny sposób likwiduje się jako instancję mającą
publiczne znaczenie, tam ginie wolność, gdyż „państwo – jak mówił Benedykt XVI – rości sobie znowu pełne pretensje do decydowania o tym, co moralne".
Dodatkowo – jeżeli ktoś publicznie podaje się za katolika, to obowiązuje go nauczanie
społeczne Kościoła w każdym wymiarze, a nie tylko w wybranym sektorze. W
przeciwnym wypadku mamy do czynienia z Kościołem obrządku prywatnego. Wiara nie
jest czymś na wszelki wypadek bądź zakładem wygrywania lub przegrywania. Wiara
jest punktem odniesienia. Dlatego obnoszenie się swoją wiarą nie jest
przepustką do deprecjonowania pewnych jej obszarów, lecz stanowi zobowiązanie
przejawiające się w konkretnych działaniach.