Planował napisanie testamentu – rozmowa z Piotrem Litką, autorem książki „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dni, które wstrząsnęły Polską"

Agnieszka Bialik, 31.05.2010


Co skłoniło pana, by po dwudziestu pięciu latach od pamiętnych, tragicznych wydarzeń napisać książkę, która skupia się głównie na męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki?

Przyczyny były dwie: autobiograficzna i filmowa. Kiedy uprowadzono i zamordowano księdza Popiełuszkę, miałem 13 lat. Jako nastolatek bardzo mocno przeżyłem te wydarzenia. Kilka lat temu pojawiła się możliwość, by nakręcić film dokumentalny na ten temat. Zacząłem więc zbierać materiały i dokumentować wydarzenia sprzed lat. Film ostatecznie nie powstał, ale wspólnie z Przemysławem Wojciechowskim zrealizowałem trzy reportaże, które wyemitowano w Telewizji TVN. Ilość  materiału, który zgromadziłem podczas wcześniejszej dokumentacji była ogromna. Okazało się, że jest to dobry materiał na książkę, która powstawała przez pół roku. Inspiracją do jej napisania była też świadomość, że w sprawie uprowadzenia i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki istnieje nadal wiele znaków zapytania. Przecież każdy nowy dokument, informacja czy relacja świadka mogą okazać się istotne dla prowadzonego w dalszym ciągu śledztwa.

 
Jak zagranica zareagowano na śmierci ks. Popiełuszki?

To był duży szok. Tak wynika chociażby z materiałów STASI. Obawiano się na przykład zamętu wśród Polonii we wschodnich Niemczech. Również w NRD (czyli Niemieckiej Republice Demokratycznej) zaczęto wtedy inwigilować ludzi wierzących, chodzących do kościołów. Badano, poprzez sieć agentów, co dzieje się w polskim kościele i polskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Sporządzano bardzo szczegółowe raporty na temat tego, jak przebiega śledztwo w sprawie uprowadzenia i zabójstwa księdza Popiełuszki. Inwigilowano także kardynała Józefa Glempa, którego wizyta w NRD przypadła w okresie po porwaniu ks. Popiełuszki. Kompleksowo patrzono na to, co się dzieje w Polsce i była to porównywalna sytuacja do tego, co działo się w polskich służbach. Przecież w październiku i listopadzie 1984 r. w MSW kilkakrotnie ogłaszano stan gotowości w resortach siłowych. Gdyby jesienią 1984 r. doszło do strajków, czy jakiegoś wybuchu społecznego władza była gotowa do pacyfikacji. Na szczęście nie skończyło się tak, jak 13 grudnia 1981 r.


Czego nowego dowie się czytelnik z pana książki?

Zarówno pierwsze, jak i drugie wydanie zawiera nowe, niepublikowane dotąd ani przez historyków, ani przez dziennikarzy dokumenty. W pierwszym wydaniu z października 2009 r. zamieściłem zbiór nieznanych dotychczas dokumentów z archiwum STASI, obejmujący okres od grudnia 1983 r. do maja 1985 r. W drugim wydaniu są to nieznane dokumenty w języku polskim. Ponadto zamieściłem w książce rozmowy ze świadkami, którzy często po raz pierwszy wracali pamięcią do wydarzeń sprzed lat.


Rozmawiał pan z wieloma osobami, świadkami tamtych wydarzeń sprzed lat. Czy chętnie wracają do wspomnień?

To zależy. Osoby  z otoczenia księdza Jerzego, jego znajomi, przyjaciele chętnie ze mną rozmawiali. Te wspomnienia są możliwe, aczkolwiek bolesne. Nie chcą rozmawiać osoby, które na księdza „polowały". Bardzo często zdarzało się tak, że funkcjonariusze SB czy byłego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odmawiały spotkania. Negocjowałem na przykład wywiad z Adamem Pietruszką, który ostatecznie nie doszedł do skutku. Udało mi się za to porozmawiać z gen. Czesławem Kiszczakiem. Ten wywiad z kolei skomentował Pietruszka i ta rozmowa z generałem, jak i skazanym pułkownikiem ukażą się w drugim wydaniu książki. Próbowałem porozmawiać z zabójcami księdza Jerzego: Leszkiem Pękalą, Waldemarem Chmielewskim i Grzegorzem Piotrowskim. Bez skutku. Uważam jednak, że nowe fakty można poznać nie bezpośrednio od osób skazanych w „procesie toruńskim." Oni już swoje wersje wydarzeń przedstawili.

 

Czy jesteśmy teraz bliżej poznania osoby z najwyższego szczebla, która mogła zlecić zabójstwo księdza Popiełuszki?

Z materiałów STASI wynika, że bardzo wiele poszlak wskazywało na ówczesnego członka Biura Politycznego generała Mirosława Milewskiego. Kilka lat po śmierci księdza Popiełuszki przed prokuratorem Milewski wyparł się wszystkiego. Podobnie jak generał Wojciech Jaruzelski, pytany o prowokację wymierzoną w niego oraz w generała Kiszczaka. Albo więc było tak, że sprawę zabójstwa księdza wykorzystano, by przeprowadzić pokazowy proces i rozprawić się z pewną grupą funkcjonariuszy, która przeszkadzała ówczesnej władzy i zrealizowano to w sposób perfekcyjny i bezwzględny. Albo starano się całą sprawę jak najszybciej wyciszyć i to w taki sposób, by było jak najmniej „ofiar" po stronie władzy. Czyli poświęcamy tą czwórkę, a cała reszta jest bezkarna. To wszystko są jednak hipotezy, na które nie ma twardych dowodów. Inna sprawa, że jeśli ślad prowadzi do Milewskiego, to jest to także poszlaka wskazująca na jakiś udział Moskwy w tym wszystkim. Milewski był dobrze oceniany przez „towarzyszy radzieckich". W drugim wydaniu książki będę ten trop prezentował. Dotarłem bowiem do nowych materiałów, które tę tezę potwierdzają.

 

Rozmowa z którym ze świadków tamtych wydarzeń zrobiła na panu największe wrażenie?

Taką osobą był anonimowy pracownik Departamentu IV, z którym rozmawiałem latem ubiegłego roku. Znał wszystkich skazanych w „procesie toruńskim" i opowiedział mi o pewnym mechanizmie, który miał miejsce w resorcie po ogłoszeniu wyroku w „procesie toruńskim". To była ciekawa rozmowa, ale największe wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z matką księdza Jerzego - Marianną Popiełuszko, w ich domu w Okopach. Na przestrzeni wielu lat rozmawiałem z nią kilka razy, ale to ostatnie spotkanie w lipcu 2009 r. było wyjątkowe. Mówiła o męczeństwie i cierpliwości. Zaskoczyła mnie zwyczajność i prostota jej słów w rozumieniu tych wielkich rzeczy. To było zaskakujące, bo z reguły rozmówcy popadają w wielosłowie. Tym razem było prosto, krótko i bardzo konkretnie.


Poznał pan ks. Jerzego choćby przez rozmowy z ludźmi, którzy Go wspominali. Czy ks. Popiełuszko miał świadomość, że któregoś dnia zginie?

Tak, miał taką świadomość. Nie zamieściłem tej informacji w książce, ale w październiku 1984 r. ksiądz Popiełuszko planował napisanie testamentu. Myśl o śmierci była myślą, z którą żył, z którą, jak powiedział mi jeden z rozmówców, nawet w pewnym sensie się pogodził. W książce skupiłem się nie na biografii, po takich książek jest dużo, ale na okresie poprzedzającym męczeństwo i po śmierci księdza Jerzego. Uważałem, że ten fragment życia ks. Popiełuszki i historii Polski jest bardzo ciekawy i można go pokazać w nowy sposób.


Czy udostępniono panu wszystkie materiały, o które pan prosił?

Departament Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej odpowiedział mi, że w archiwach KGB nie ma żadnych materiałów dotyczących księdza Jerzego Popiełuszki. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, ale nie mam możliwości, by w jakikolwiek sposób to zweryfikować.  To była jedyna odmowa, z jaką się spotkałem. Myślę, że archiwa moskiewskie będą zamknięte jeszcze przez długi czas. Wystarczy wspomnieć mord w Katyniu z lat 40. ubiegłego wieku, kiedy do dziś nie możemy się doprosić o wszystkie dokumenty w tej sprawie. Warto wspomnieć, że w KGB był taki niepisany zwyczaj, że z byłych krajów bloku wschodniego uzależnionych od Moskwy do „centrali" szły kopie ważniejszych dokumentów. Sprawą na pewno interesował się rezydent KGB w Polsce generał Pawłow. Musiały więc pozostać jakieś ślady na piśmie tego „zainteresowania". W archiwum IPN też jest zbiór zastrzeżony, w którym znajdują się dokumenty, do których dostęp ma bardzo wąskie grono ludzi: między innymi prokuratorzy. Do tych dokumentów też nie miałem dostępu, ale tego zabrania mi prawo. Ze archiwum STASI natomiast nie było problemów. Otrzymałem około tysiąca stron dokumentów, które mogłem przejrzeć, skopiować i wybrane z nich opublikować.


Do kogo kieruje pan swoją książkę?

Przede wszystkich do osób, które pamiętają tamten czas, ale także dla młodszych urodzonych w latach 90. ubiegłego wieku. Oni uczą się historii Polski z filmów, książek i Internetu. Ta książka może zachęcić do poznania historii męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki w głębszym wymiarze. Moim zamiarem było pokazanie czegoś nowego w tej historii, a jednocześnie ukazanie jak mocno los jednego kapłana splótł się z losami Polski.

 

http://www.stanislawbm.pl/sklep_int//index.php?products=product&prod_id=327