3. niedziela wielkanocna

ks. Rafał Buchinger, 3.04.2008

 

Aby spotkać zmartwychwstałego Pana

Spotkanie zmartwychwstałego Jezusa jest łaską! Bóg gotów jest udzielić tego daru wszystkim, ale pod warunkiem, że wypełnią najpierw określone zadania. Jakie są to zadania? Wskazuje je rozważana dziś Ewangelia (Łk 24, 13–35).

 

Wierność wspólnocie

Zmartwychwstały Chrystus ukazuje się tylko tym, którzy pozostają wierni wspólnocie religijnej, do której przynależą. Trwają w niej nie tylko w dniach jej świetności duchowej, ale także w chwilach jej duchowego upadku. Trwają niezależnie od tego jak wielki i bolesny byłby to upadek. Przyznają się zatem do niej, gdy promienieje wiarą w Jezusa i nie wyrzekają, gdy wątpi w Niego, tracąc przez to religijny dynamizm i radość; pozwalając, by trawił ją niszczący smutek, zniechęcenie, narzekanie, a nawet pretensje do samego Boga. W takiej właśnie sytuacji, i to z własnej winy, znajdowała się po śmierci Jezusa jerozolimska wspólnota Jego uczniów. Widzimy, jak dwaj jej przedstawiciele – rozczarowani Jezusem, pod wpływem doznanego zawodu, z bolesną skargą na ustach: A myśmy się spodziewali – porzuciwszy wspólnotę powracają do rodzinnego Emaus. Można przypuszczać, że nie był to odosobniony przypadek. Chrystus w rozważanej dziś Ewangelii uczy, że prawdziwy uczeń Chrystusa, podobnie jak marynarz, nie opuszcza pokładu tonącej łodzi – Kościoła.

 

Wspólnota otwarta

Zmartwychwstały Chrystus objawia się tym – uczy historia uczniów z Emaus – którzy będąc nawet w największych opałach nie zaprzestają poszukiwań w wierze. Zwraca przy tym uwagę na dwa niebezpieczeństwa towarzyszące tym poszukiwaniom. Niebezpieczeństwa poważne, bo prowadzące do zwątpienia i niewiary. Pierwszym z nich jest projektowanie, czyli narzucania Bogu swych rozumień, marzeń, pragnień, oczekiwań, złudzeń, przeświadczeń. Można krótko powiedzieć: swojej woli. Echo wywołane tym błędem pobrzmiewa w bolesnej skardze wędrujących uczniów: „A myśmy się spodziewali”. Niewątpliwie dlatego Jezus w modlitwie Ojcze nasz umieścił stosowną prośbę, w myśl której to nie Bóg ma pełnić wolę człowieka, lecz człowiek wolę Boga. Błąd ten zawsze pociąga za sobą drugi. Jest nim wypaczone, niezgodne z prawdą mówiącego i działającego Boga, rozumienie Pisma Świętego z wszelakimi tego konsekwencjami. „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy”. I to nieszczęście stało się udziałem uczniów Pana.

Ale w ich historii jest silna nuta optymizmu i nadziei. Wydarzenie z ich życia pokazuje, że oba błędy są do pokonania. Są do przezwyciężenia pod warunkiem, że wspólnota będzie usilnie i zgodnie poszukiwała prawdy. I nie zamknie się w tych trudnych poszukiwaniach w sobie, lecz – naśladując uczniów z Emaus – pokornie i z zaufaniem przyjmie pomoc z zewnątrz. I to od samego Boga, który zawsze spieszy z pomocą, chociaż się tego nie dostrzega. „Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali”.

 

Więcej w: „Materiały Homiletyczne” 2008, nr 243