12. niedziela zwykła

ks. Rafał Kowalski, 20.06.2010

Świadek miłości... krzyża

Jest taka metoda w dydaktyce zwana sondowaniem wiedzy uczniów. Założenia jej są bardzo proste – zanim nauczyciel przystąpi do omawiania czy wyjaśniania nowego tematu, sprawdza, co jego słuchacze już wiedzą, żeby to, co powie nie było zawieszone w próżni, żeby mógł niejako budować na tym, co oni już zdobyli, a dzięki temu unikać niepotrzebnego powtarzania się oraz mówienia o czymś, co dla uczniów będzie po prostu za trudne. Myślę, że wielu z was, którzy pracujecie w szkole czy w ogóle w edukacji doskonale wiecie o czym mówię. 

Nawiązuję do tego, bo czytając dzisiejszy fragment Ewangelii, możemy odnieść wrażenie, że Pan Jezus sprawdza wiedzę swoich uczniów. Ma im do przekazania niezwykle trudne prawdy: zaparcie się siebie, dźwiganie swojego krzyża, jego własne cierpienie i śmierć. Jednak zanim to uczyni, sonduje wiedzę uczniów: pyta, jakie mają o nim zdanie inni ludzie, co o nim myślą sami uczniowie. Wydawać by się mogło – wypełnia zwyczajne zadanie nauczyciela. Zobaczył, co już wiedzą – teraz na tej podstawie idzie dalej. Jednak tak to każdy z nas mógłby opisać tę scenę, a ewangelista św. Łukasz, rozpoczął od zdania, które często pomijamy: „gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim jego uczniowie".

Najpierw zastanawia mnie fakt, jak to jest możliwe modlić się na osobności w obecności innych. Wyraźnie mamy tutaj zestawione jakby dwa zupełnie wykluczające się słowa: na osobności i byli z Nim. Okazuje się, że można. Nie znalazłem lepszego porównania niż zdjęcia papieża Jana Pawła II z wielu pielgrzymek. Pamiętacie? Klęcznik ustawiony w jakimś kościele, tłumy ludzi dookoła, kamery „wycelowane" w papieża, błyski fleszy, a on jakby na moment przenosił się do innego świata. Jakby w ogóle nie zajmowało to, co się w danej chwili działo dookoła... Rozmawiał z Bogiem. Tutaj tak samo – dookoła uczniowie, a Jezus jakby wyłącza się na chwilę. I co więcej – to wyłączenie się nie jest stratą czasu. Dziś wielu doradców powiedziałoby: „Panie Jezu przyszli cię słuchać, więc nauczaj, działaj, nie trać czasu"... To jest pokusa, której uległo wielu, także spośród nas – księży, bo promuje się obraz kapłana który działa, remontuje, organizuje... modlitwa to strata czasu... Poza tym to dobry obraz dla tych, którzy skarżą się, że nie mają warunków do modlitwy. Zgadzam się, że zdecydowanie łatwiej modlić się w pięknym, zaciemnionym kościele, ale okazuje się, że można być na osobności wtedy, gdy otaczają mnie koledzy z pracy, koleżanki. Można wtedy także być blisko Boga.

I druga kwestia, bez której – mam wrażenie – trudno nam będzie zrozumieć naukę pozostawioną przez Jezusa jego uczniom. Jezus się modlił: zanim podjął jakiekolwiek działanie, zanim zaczął sondować wiedzę, zanim postawił pierwsze pytanie, zanim zaczął nauczać – modlił się. To niejako z modlitwy wypływało to wszystko, co robił, czy co przekazywał. Mam wrażenie, że wielu z tych, którzy dziś mówią, że nauka Jezusa jest niezrozumiała, nieżyciowa, niemożliwa do wypełnienia, po prostu odłożyło modlitwę. Wiem, że o czas na modlitwę, trzeba walczyć – kiedy każdego dnia rano podejmujemy na nowo swoje obowiązki i wydaje się, że od momentu, kiedy otworzę oczy, już jestem spóźniony – znaleźć chwilę na rozmowę z Bogiem – nie jest łatwe, tym bardziej, że otaczają mnie tłumy ludzi (oczywiście nie w sensie fizycznym, ale już myślę kogo spotkam, z kim będę rozmawiał, co mam do zrobienia czy załatwienia). Wyciszyć się w tym tłumie nie jest łatwo, ale tutaj mamy receptę na nasze: „nie daje rady", „nie rozumiem Boga", „to jest dla mnie za trudne". Nie dajmy sobie wmówić, że modlitwa jest stratą czasu.

 Ktoś kiedyś powiedział, jak powstają wielkie wynalazki: „wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe; przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i to robi". Wszyscy wiedzą, że dźwiganie krzyża jest nieopłacalne, za trudne, niemożliwe do zniesienia, przyszedł Jan Paweł II, który o tym nie wiedział i to robił niemal przez całe życia. Wszyscy wiedzą, że trzeba być poprawnym politycznie, żeby nie zaogniać, nie narażać się, mówić to, co wszyscy – przyszedł ks. Jerzy Popiełuszko, który o tym nie wiedział i pokazał, że można inaczej. Przychodzi wielu ludzi, którzy są w każdą niedzielę na Mszy św., regularnie się spowiadają, żyją według Ewangelii wbrew temu, co mówią im dookoła, że tak się nie da, ale kluczem są słowa: kiedy modlił się na osobności. Niech nie zabraknie chwil modlitwy na osobności.