- Strona główna
- „Materiały Homiletyczne”
- 12. niedziela zwykła
12. niedziela zwykła
ks. Andrzej Mojżeszko, 20.06.2010
Kim jest Jezus w moim życiu?
Św. Franciszek Salezy,
zanim założył zakon wizytek (a 400. rocznicę założenia obchodzimy w tym roku:
1610–2010), pisząc regułę, zasięgał rad fachowców. Udał się więc do prowincjała
kapucynów. Ten powiedział mu, że powinien w regule wyakcentować pokutę i umartwienie.
„Proszę popatrzeć, my kapucyni, nie używamy skarpetek: trzeba więc w
konstytucjach dać taki zapis, że członkowie nowego zakonu mają chodzić w
sandałach, ale bez skarpet". – „Ojcze – miał powiedzieć św. Franciszek – przy zakładaniu
zakonu nie chciałbym właściwie zaczynać od nóg... lecz od głowy. Wydaje się, że
większym umartwieniem jest wytrwała wierność regule i posłuszeństwo
przełożonym" (por. K. Wójtowicz, Przyczynki).
Bardzo trafne jest to
zdanie św. Franciszka, żeby jakiekolwiek działanie zaczynać od tego, co naprawdę
istotne. Niestety, zwykle zaczynamy od... nóg. Ten obraz można też doskonale
przenieść na próbę odpowiedzi na pytanie, co znaczy być chrześcijaninem? Czy
inaczej: Kim jest Jezus w moim życiu?
Taki prosty test: ilu
katolików – planując urlop, wakacje – pomyślało, czy w tym czasie będą mieli
możliwość uczestniczyć we Mszy Świętej. Ważne oczywiście pewnie było: jaka
cena, gdzie to będzie, co będzie można zobaczyć, zwiedzić... Kto natomiast
pomyślał o możliwości spotkania się z Panem Jezusie na Eucharystii w dzień
Pański?
To samo dotyczy tych
krótszych wyjazdów, weekendowych. Jedziemy do rodziny, na łono natury – i
bardzo dobrze. Ale czy myślimy, żeby w niedzielę najpierw zaplanować Mszę Świętą – a potem inne rzeczy czy sprawy? Te szczegóły bardzo wyraźnie odpowiadają na
pytanie: kim jest Jezus w moim życiu? Bardzo łatwo w codzienności można Go
sprowadzić do tego, co nieistotne.
Bardzo łatwo jest
myśleć sobie, że jestem chrześcijaninem, bo przecież staram się być dobrym
człowiekiem, pomagam innym, jestem na Mszy Świętej, mówię pacierze – i o co tu
chodzi? Ano chodzi o to, czy to wystarczy, żeby powiedzieć o sobie: jestem
chrześcijaninem? Czy w tych znakach widać, że Jezus jest dla mnie
najważniejszy?
Dzisiejsza liturgia
podaje nam bardzo czytelne znaki, które mówią, kiedy Jezus w moim życiu jest
Kimś najważniejszym. Jakie to znaki? W Ewangelii Jezus wyraźnie mówi, że ten,
kto chce być jego uczniem, powinien pamiętać między innym o dwóch sprawach.
Jeśli mianowicie w moim życiu Jezus jest najważniejszy, to musi mnie spotkać
krzyż i muszę swoje życie stracić dla Jezusa. Niby o tym wiemy, ale czy w swoim
życiu możemy odnaleźć te znaki.
Warto najpierw
odpowiedzieć sobie na pytanie, jak ja przyjmuję krzyż, czyli cierpienie, ból,
chorobę... To są nieodłączne towarzyszki ludzkiego życia, każdego – czy jest
się biednym, czy bogatym; sławnym czy nieznanym.
Chrześcijanin patrzy
jednak inaczej niż świat. Świat ucieka od cierpienia, ucieka od krzyża, każe go
zdejmować ze ścian. Chrześcijanin natomiast przyjmuje krzyż, bo widzi w tym
przyjęciu szansę zbliżenia się do Boga, szansę umocnienia swojej wiary. Krzyż
dla niego jest znakiem zbawienia i nigdy nie zdejmie go ze ściany ani ze swego
życia.
Jest jeszcze drugi znak:
stracenie życia dla Jezusa. Co to znaczy? To znaczy, że uczeń Chrystusa musi
uznać swoje życie jako stracone ze względu na królestwo Boże. Stracone czyli
dosłownie: całe jest dla królestwa. Od chrztu świętego moje życie należy do
królestwa. I nie da się z niego wypisać. Mogę zażądać skreślenia z księgi
chrztów, ale to nic nie da... Może mnie natomiast spotkać znacznie gorsza
rzecz. Mogę życie przegrać, czyli stracić wszystko, co dla mnie przygotował
Bóg. Nie ma większej klęski, jak stracić to wszystko, co dla mnie przygotował
kochający Ojciec, który jest w niebie.
Pan Jezus nie mówi
dzisiaj, że te znaki mam dawać od święta. Wręcz przeciwnie, zachęca, że mam to
robić codziennie. Warto Go posłuchać.
Kim jest On w moim
życiu? Stawiajmy sobie to pytanie każdego dnia.