- Strona główna
- Wobec codzienności
- Wierny prawdzie do końca
Wierny prawdzie do końca
ks. Robert Nęcek, 21.06.2010
Jan Paweł II we Włocławku w 1991
roku powiedział, że kulturę europejską tworzyli męczennicy. Byli to męczennicy pierwszych wieków i
męczennicy ostatnich dziesięcioleci, na Zachodzie i na Wschodzie. Niewątpliwie
należał do nich ks. Jerzy Popiełuszko. Pamiętam, że niejeden raz słowa kapłana
z Żoliborza spotykały się z niezrozumieniem. Jeden z moich kolegów – w trakcie
jednej z wielu dyskusji – zarzucił księdzu Jerzemu nutę polityki w swoich
wystąpieniach. Zarzut ten zmobilizował mnie do przeczytania jego kazań. Po ich
lekturze upewniłem się, że nie wszyscy słuchacze Popiełuszki pojmowali, co
znaczy być wiernym prawdzie i przejść drogą krzyżową do chwały
zmartwychwstania. Zasmuciło mnie to, gdyż zrozumiałem, że niekiedy pojmowanie
ideałów wiąże się nie z poszukiwaniem prawdy, lecz z pragnieniem sukcesu,
popularności i natychmiastowej skuteczności.
Zagrożenie dla komunistów
Ksiądz Jerzy zamiast wskazywać
wrogów i uzewnętrzniać agresję promował chrześcijańską kulturę ducha, której
finał przybrał formę męczeństwa. To męczeństwo pojawiło się jako odpowiedź na
okrucieństwo komunistycznego świata pogańskiego. Czym zatem jest męczeństwo?
Otóż męczeństwo – jak pisał ks. Józef Tischner
jest – „wolnym wyborem śmierci jako świadectwo prawdzie – prawdzie o
tym, że ludzie mają dusze, że myślą, że kochają - słowem, że nie są monadami
bez okien". W tym duchu właśnie ks. Popiełuszko przypominał, że warunkiem
wyzwolenia człowieka „ku zdobywaniu prawdy i życia prawdą, jest zdobycie cnoty
męstwa. Oznaką chrześcijańskiego męstwa jest walka o prawdę".
Będąc rzecznikiem prawdy, miał
świadomość, że wszędzie tam, gdzie Boga uważa się za kwestię drugorzędną, na
którą można zwrócić uwagę od czasu do czasu, tam ulegają zniszczeniu te sprawy,
które uchodzą za rzekomo ważniejsze.
Rozbudzając tę świadomość pośród
wiernych stawał się zagrożeniem dla władzy komunistycznej, która postanowiła
położyć temu kres. Wysyłając oprawców – dzisiaj na wolności pod zmienionymi
nazwiskami – rządzący nie przewidzieli, że mordując kapłana pchną sprawy w
przeciwnym kierunku od zamierzonego, gdyż wokół męczennika – jak słusznie
zauważył ks. Tischner – „nie tworzy się pustka, ale powstają jego wyznawcy.
Okrucieństwo rodzi swe zaprzeczenie. Znosi samo siebie. Im więcej okrucieństwa,
tym więcej męczenników i ich wyznawców". Oczywiście, w ostateczności męczeństwo
zmusza do refleksji nad stanem ducha społeczeństwa i jego elit. Można
zlekceważyć przesłanie męczennika i bronić różnych absurdów, aby tylko zlekceważyć
troskę o los nienarodzonych. Można sponiewierać etos i obśmiać honor. Można specjalizować
się w koniunkturalizmie i przyjąć zachowania karierowicza, który przybierając
maskę moralizatorów, sam depcze prawdę, ukazując jej względność na każdej
płaszczyźnie.
Prawdy ponadczasowe
Mimo tego nauczanie ks. Jerzego jest
ponadczasowe. Dawał wyraźnie do zrozumienia, że „życie w prawdzie to dawanie
świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w
każdej sytuacji. Jesteśmy powołani do Prawdy, jesteśmy powołani do świadczenia
o Prawdzie swoim życiem". Być powołanym do świadczenia prawdzie to uznać prymat
Boga. Chodzi o to, że historii – jak stwierdził Ojciec Święty Benedykt XVI – „nie
można porządkować, negując Boga, przez samo budowanie materialnych struktur.
Jeśli serce człowieka nie jest dobre, wtedy nic innego nie może się stać dobrem".
Negowanie odniesień do Boga i
prywatyzowanie ocen moralnych płynących z religii prowadzi do upowszechnienia
aborcji i eutanazji. Wówczas zdrady małżeńskie stają się przyczynkiem do chluby,
a uzasadnione krytyczne słowa wyrażone pod adresem homoseksualistów stanowią
nietakt i dyskryminację, gdyż tylko homofob może być krytykowany.
Papież Benedykt XVI napisał w
książce Jezus z Nazaretu, że „święci
są autentycznymi interpretatorami Pisma Świętego". Oznacza to, że Pismo Święte
nie może być jedynie przedmiotem czysto teoretycznego wykładu na wyższej
uczelni, lecz księgą życia, której ślady widoczne są na codzień. W tym
kontekście ks. Jerzy powtarzał, że „służyć Bogu, to piętnować zło i wszelkie
jego przejawy. Służyć Bogu, to mówić o złu jak o chorobie, którą trzeba
ujawnić, aby móc leczyć. Służyć Bogu, to szukać dróg do ludzkich serc". W
ostateczności porwał za sobą rzesze wiernych, gdyż zdobywał ich niezaciśniętą
pięścią, ale otwartym sercem.