- Strona główna
- Kazania i homilie
- 13. niedziela zwykła
13. niedziela zwykła
ks. Janusz Mastalski, 26.06.2010 Wiara w
niemożliwe
Znany i głośny
był przypadek małej Gemmy Di Giorgi, która urodziła się niewidoma, bez źrenic.
Dziecko nagle odzyskało wzrok po przyjęciu Komunii Świętej z rąk Ojca Pio,
18 czerwca 1947 roku. Było to wyzwanie rzucone nauce. W cztery
miesiące po tym cudzie znany okulista z Perugii, doktor Caramazza, poddał
dziewczynkę szczegółowym badaniom i stwierdził, że nie mając źrenic, nie może
widzieć, a jednak widzi. A dziewczynka rosła, chodziła do szkoły, ciesząc
się doskonałym wzrokiem. Często przychodziła do San Giovanni Rotondo. Ojciec
Pio, słysząc ciągłe komentarze na ten temat, odwracał głowę i wołał: – Nie
mieszajcie mnie w tę sprawę, moi mili! To nie ja, to Matka Boska! – Ale tylko
Ojciec mógł Ją o coś takiego poprosić i zostać wysłuchanym – zareplikował ktoś
przytomnie.
Ojciec Jacek
Salij pisał kiedyś w książce Szukającym drogi: „Dlaczego dziś tak mało
cudów? Zależy, dla kogo mało. Jeżeli ktoś żyje tylko w swoich dwóch wymiarach,
to choćby wierzył w cuda i ich pożądał, przecież on nie cudów pragnie, ale
nadzwyczajnej zewnętrznej ingerencji Boga. Taki człowiek, nawet jeśli jest
świadkiem cudu, to go przeważnie nie zauważy. Dlatego jednak, kto żyje w
wymiarze duchowym, cuda są niemal chlebem powszednim. Taki rozpoznaje palec
Boży również w rozmaitych widzialnych wydarzeniach, choć zapewne tylko
nieliczne spośród tych wydarzeń można by określić jako „niewytłumaczalne z
punktu widzenia współczesnej nauki".
„Czym jest cud
dla człowieka duchowego? Człowiek duchowy nieustannie obraca się w kręgu cudów.
Ta sama materia, którą wszyscy dotykamy, ważymy, mierzymy i używamy, jest prześwietlona
światłem Bożym, niewidzialnym jednak dla ludzi nieduchowych, ale dopiero w tym
świetle ujawnia swoją niezwykłą wspaniałość. Dopiero w tym świetle możemy
doświadczyć, że Boża Opatrzność ogarnia dosłownie każdą chwilę naszego życia,
że Najlepszy Ojciec opiekuje się nami bez reszty. Nawet choroby, cierpienia i
prześladowania, którym na równi podlegają wszyscy ludzie, są przeniknięte mocą
Bożą, na którą ludzie nieduchowi są zamknięci. Każdy szczegół naszego życia –
dobry i zły – ma swoje korzenie w świecie niewidzialnym i dopiero, kiedy to
widzimy i w tamtym kierunku poszukujemy, zaczynamy rozumieć, jak cudowne jest
życie i świat, w którym żyjemy".
Można więc
powiedzieć, patrząc na dzisiejszą Ewangelię ukazującą cuda Jezusa, iż wiara
nadaje sens naszemu życiu. Dlaczego? Bo nie wszystko musimy tłumaczyć sobie do
końca. Wiemy już, że nie wszystko da się wytłumaczyć. Cudowne uzdrowienia,
niezwykła pomyślność w beznadziejnej sprawie, niewiarygodne nawrócenia. Jako
chrześcijanie mamy ogromną siłę. Nie naszą, a otrzymywaną od Boga - wiarę.
Jeśli wierzymy, Bóg działa cuda.
Warto w tym
miejscu pokazać, jak wiara Jana Pawła II oraz ludzi wierzących w siłę jego
modlitwy sprawiały cuda:
1. Po urodzeniu dziecka lekarze przepowiedzieli
małżonkom Bernardowi i Mary Mulligan z Dublina w Irlandii, że dziecko ich
umrze, ponieważ jego nerki nie pracują. Stwierdzili, że w tym przypadku tylko
cud może pomóc. 20 września 1979 roku Papież przybył do Dublina. Zrozpaczona
matka podała Janowi Pawłowi II dziecko. Papież pogłaskał je. Za jakiś czas
Ojciec Święty otrzymał list, w którym szczęśliwa matka pisała: „Ojcze Święty,
Bóg podarował mojemu dziecku zdrowie. To jest cud".
2. 27 lutego 1981 roku Papież odwiedził Manilę na
Filipinach. Na skraju ulicy na wózku czekała już na niego 51-letnia zakonnica,
matka Vangie. Była ona od 1967 roku sparaliżowana wskutek upadku. Jan Paweł II
zatrzymał się, położył ręce na jej głowie i wyszeptał modlitwę. Minutę później
siostra podniosła się z wózka wołając: „Ja mogę chodzić!". Zaraz też
odprowadziła Ojca Świętego wraz z grupą ludzi na własnych nogach.
3. W styczniu 1980 roku Watykan zaprosił
sparaliżowaną 10-letnią dziewczynkę, Stefanię Mosca, do letniej rezydencji papieskiej Castel
Gandolfo. Na powitanie Ojciec Święty pocałował dziewczynkę w czoło. Matka
wkrótce opowiedziała mu cały przebieg wydarzenia: „Z powodu choroby córka
zupełnie straciła chęć do życia, nic nie mówi, a nawet nic nie je". Po
pocałunku Papieża wszystko się jednak odmieniło. Dziecko zaczęło po bohatersku
walczyć o chęć do życia i wyzdrowienie. W czasie drugich odwiedzin dziewczynka
przybyła już wesoła i bez wózka inwalidzkiego.
4. W 1990 roku papież w czasie podróży
zagranicznej odwiedził Meksyk. W diecezji Zacatecas przyniesiono mu Herona
Brodillo, wtedy 4-letniego chłopca chorego na białaczkę. Papież pobłogosławił
go i białaczka wkrótce ustąpiła. Kardynał Javier Lazano Berragon stwierdził
wtedy: „Stałem obok i widziałem jak Papież pobłogosławił chłopca, ucałował i
uzdrowił". Meksykańscy lekarze stwierdzili, że fakt ten jest dla medycyny
niewytłumaczalny.
Trzeba więc
dostrzegać cuda, które Pan w swym miłosierdziu czyni. Trzeba prosić o otwartość
oczu, aby dostrzegać bardzo wymowne ingerencje Mistrza z Nazaretu. Niech
komentarzem do tych rozważań będą słowa listu młodej osoby do Boga. A może to
nasz list?
Byłeś w moim
życiu tylko krótką chwilę,
mały ułamek
tego, co się jeszcze stanie...
A jednak tak
długo –
tak długo na
tyle,
by zagnieździć
się w sercu - dłużej niż na chwilę –-
bo niemal na
stałe...
Ja nie wiem,
co czułam, co czuję?
Wiem, że to
tak wiele,
a zarazem
mało...
Już się nie
powtórzy, ale będzie we mnie,
co się kiedyś
stało,
co się z nami
działo...