4. niedziela wielkanocna

ks. Rafał Buchinger, 11.04.2008

 

Imiona Jezusa
„Pasterz”, „Brama” – czy te słowa można uznać za imiona wybrane dla siebie przez Jezusa! Zapewne w ten sposób Chrystus chciał nam coś powiedzieć. A zatem co? Wsłuchajmy się w czytaną dziś Ewangelię. (J 10, 1-10).

„Ja jestem dobrym pasterzem”
Bez przewodnika nie jesteśmy w stanie, za żadne skarby, przejść przez ten świat – swoistą dż
unglę, trudną do poznania, a jeszcze trudniejszą do zrozumienia – i dotrzeć do nieba, które jest celem naszego ziemskiego wędrowania. Owo wędrowanie w tym kierunku stanowi o sensie naszego doczesnego bytowania. Oczywiście, że możemy próbować obyć się bez przewodnika, ale wówczas sami z góry skazujemy się na niepowodzenie, klęskę a nawet śmierć. Pół biedy jeśli byłaby to tylko śmierć fizyczna. Ale rzecz idzie o śmierć duchową i to nieodwracalną, wieczną. Jezus, w duchu odpowiedzialności za nas, przypomina zatem, że życie doczesne dla tego, kto obywa się z rozmysłem bez przewodnika, może okazać się nie drogą do domu Ojca z nieba, lecz donikąd. Dlatego Jezus mówi: Ja jestem dobrym pasterzem.

Na każdym etapie życia swoje usługi oferują nam liczni przewodnicy. Wielu bowiem – z rozmaitych tytułów – błędnie sądzi, że ma do tego prawo, że się nadaje i że należy się im podporządkować. Można ich stosunkowo łatwo rozpoznać. Stosują bowiem nierzadko rozmaite naciski, zastraszanie i szantaż, a nawet przemoc. Obce jest im Chrystusowe poszanowanie wolności bliźniego. Pokusa bycia przewodnikiem dla innych nie omija nikogo. Każdy zatem winien na co dzień sprawdzać, czy nie ulega takiemu zaślepieniu. Jezus nazywając się dobrym pasterzem oświadcza: Dla wierzących został ustanowiony tylko jeden przewodnik. Jest on kompetentny, bo został wybrany i upoważniony przez Boga do tej posługi. Jest nim Ja jestem, czyli Syn Boga, Jezus. Tylko za Nim wolno iść wierzącym. Tylko Jemu wolno i należy bezgranicznie zaufać. Innego przewodnika wierzący nie potrzebuje. Innego też nie ma.

Pasterz z powołania Bożego kocha powierzoną mu pracę, bowiem kocha Tego, który z zaufaniem mu ją zlecił i kocha tych, którzy z zaufaniem się Mu powierzają. Dlatego wszystkich i to, co czyni, ogarnia miłością wymagającą, lecz serdeczną i czułą. Miłością twardą, bo nasyconą prawdą, lecz nikogo nie niszczącą. Miłością nasyconą bezpieczeństwem i pokojem, bowiem pasterz jest stale dostępny, cierpliwie słuchający, wspomagający. Jego miłość uwalnia od niepewności rodzącej lęki i uzdalnia do przyjęcia przez owce – ludzi Jego pasterskiej posługi.

Więcej w: „Materiały Homiletyczne” 2008, nr 243