Hojność Boga, ks. Kazimierz Skwierawski

„Otwierasz rękę i karmisz nas do syta” – wielu powiedziałoby, że to prowokacja, biorąc pod uwagę fakt, że codziennie tylu ludzi umiera z głodu. Inni stwierdziliby, że to bluźnierstwo. A przecież te słowa są niewątpliwą prawdą. Co więcej, trzeba powiedzieć, że to otwarcie ręki przez Boga daje możliwość korzystania z wielu dobrodziejstw. Problem w tym, że człowiek często nie jest nim w ogóle zainteresowany.

W dzisiejszym krótkim fragmencie z Księgi Izajasza mamy nagromadzone rozliczne wezwania, którymi Bóg przynagla człowieka, żeby zechciał skorzystać z darów Jego hojnej ręki. Słyszeliśmy, z jak wielką natarczywością wzywał: przyjdźcie, kupujcie, spożywajcie bez pieniędzy i bez płacenia, dalejże, kupujcie, nakłońcie ucho, przyjdźcie, posłuchajcie (por. 55,1-3). Bóg pragnie nam udzielać łask potrzebnych do nasycenia ciała, ale szczególnie zależy Mu na tym, aby człowiek karmił swą duszę. Jeśli bowiem rzeczywiście będzie to czynił, wówczas poradzi sobie również z pokarmem dla ciała, gdyż pierwszym i najgłębszym głodem człowieka jest głód duszy.

Znając dobrze człowieka, Stwórca zwraca mu uwagę, że może przychodzić do Niego bez pieniędzy, a nie zostanie odrzucony, jak to się dzieje w świecie. Tymczasem ileż to tracimy sił, czasu i pieniędzy w „świątyniach” handlu – supermarketach. Nabywamy rzeczy, które nie są w stanie nas nasycić. Bo choć mamy pieniądze, nie kupimy tam tego, co jest nam rzeczywiście potrzebne, a co znajduje się tuż, tuż, nieomal na wyciągnięcie ręki. Stąd to wielkie zadziwienie Boga: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?” (Iz 55,2). Człowieku, z takim trudem szukasz pokarmu, a jednak wciąż jesteś głodny. Dlaczego nie podążasz tam, gdzie możesz go otrzymać i naprawdę się nasycić? Słyszysz przecież, co mówię od wieków: „Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55,3). Oto uzasadnienie owej wielkiej natarczywości naszego Pana.

Jakaż to wspaniała okazja do przeprowadzenia rewizji swojego życia i rozeznania, co w nim jest całkowicie zbędne. Ile ścieżek powinno całkowicie zarosnąć, abym nimi nie chodził i nie marnował czasu na nabywanie tego, co wcale nie zaspokaja mojego głodu! Jeśli tego nie uczynię, wówczas będę jak syn marnotrawny, który odchodząc od ojca, był zaślepiony mirażem propozycji świata, do którego tak mu się spieszyło, a nie wiedział, że to wszystko, czego pożąda, jest jak pokarm przeznaczony dla świń (por. Łk 15,16). Jakże często dzieje się tak i w naszym życiu.

Tymczasem Bóg kieruje naszą uwagę na siebie. Jeśli potrafimy z Jego zaproszenia skorzystać, z pewnością nigdy nie będziemy głodni. Dzisiejsza scena ewangeliczna potwierdza to dobitnie. Jezus przez cały dzień nauczał, a gdy wieczorem uczniowie zaproponowali: „«Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności!». (...) odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»” (Mt 14,15-16). Kiedy zaś oznajmili: „«Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj!»” (Mt 14,17-18) – i nastąpiło cudowne rozmnożenie chleba!

Jakaż to jest niesamowita nauka dla nas: ludzkie „mało” mocą Jezusa zmienia się w Boskie „wiele”! Tak dzieje się zawsze, kiedy człowiek to swoje „mało” czy „niewiele” przynosi i oddaje Chrystusowi, aby je przemienił, tak jak owe chleby i ryby. Kiedy uczniowie je przynieśli, On „wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom” (Mt 14,19)Iluż chrześcijan bierze chleb do ręki, łamie go i spożywa, ale zaniedbuje te najważniejsze czynności: nie patrzy w ogóle w niebo i nie zwraca uwagi na Boga, który jest źródłem wszystkiego, nie odmawia żadnej modlitwy ani błogosławieństwa i w ten sposób nie dzieli tego, co posiada, z innymi.

Taka drobna, a tak ważna sprawa: modlitwa przed i po jedzeniu. Jakże często zasiadamy do spożywania posiłków kilkakrotnie w ciągu dnia, nie dziękując Bogu. Objawia się wtedy nasza pycha i głupota, a co gorsza, nie znajdujemy w tym niczego niestosownego. Tymczasem proste słowa modlitwy, czy choćby znak krzyża, mogą zupełnie odmienić nasze postrzeganie świata. Jeśli bowiem pamiętam, że moim najważniejszym odniesieniem do Boga powinna być wdzięczność – o czym przypomina Eucharystia, która jest jednym wielkim dziękczynieniem – to czyniąc ten prosty, a tak głęboki w swej wymowie gest, mam możliwość tylekroć w ciągu dnia okazywać Bogu wdzięczność za wszystko. Stając każdorazowo przed posiłkiem, uświadamiam sobie, że nie miałbym niczego do jedzenia, gdybym nie otrzymał tego od Stwórcy, który tak ustanowił świat, że pada deszcz, świeci słońce i ziemia może dawać plony. Codziennie przy spożywaniu posiłku mam możliwość uczestniczenia w tej bardzo prostej, ale jakże wymownej katechezie. A skoro tak, to wpatruję się oczami serca w Boże oblicze i wypowiadam błogosławieństwo. I choć na zewnątrz może się wydawać, że nic się nie zmieniło, jednak w moim sercu roztacza się już o wiele szersza perspektywa, w jakiej spożywam posiłek. Dostrzegam także innych ludzi, co w naturalny sposób czyni mnie skłonnym do dzielenia się, do dawania. I proszę Boga, aby nikomu nie zabrakło chleba powszedniego, ale także by każdy chciał się nieustannie karmić słowem Chrystusa i Jego Ciałem.

Nasze życie składa się z bardzo wielu takich drobnych spraw. I albo zachowujemy się w nich mądrze – rzeczywiście po chrześcijańsku, z wielkim pożytkiem dla siebie, albo ze zdumiewającą pychą i niczym niedającą się usprawiedliwić głupotą. Dziękujmy Bogu, że nam to dzisiaj przypomina, że nas przynagla, póki jeszcze mamy czas. Prośmy, byśmy chcieli nasycić nasze serca słowem, które dzisiaj nam ofiarował.