Kazania bez gadania, ks. Eugeniusz Burzyk


Józefa Hennelowa wspomina, jak podczas wojny w zaułku św. Ignacego było jakieś zamieszanie.  – Co tam się dzieje? – zapytała. – Złapali Żyda w kanałach. Dopiero w domu przestraszyła się swojej reakcji: „Gdyby złapano partyzanta, mojego kolegę, przyjęłabym to ze zgrozą. Wiadomość, że schwytano Żyda, nie wzbudziła we mnie żadnej refleksji” [1].

Słowa Jezusa wywołały zdumienie zarówno sprawiedliwych, jak i potępionych. Ani jedni, ani drudzy nie utożsamiali Go z człowiekiem potrzebującym pomocy. Sprawiedliwi, pomagając innym, kierowali się litością, współczuciem, a może chcieli tylko uspokoić sumienie. Nawet sobie nie wyobrażali, że Jezus może być realnie obecny w każdym człowieku.

„Nie jest pobożnością, że zwracacie twarze ku wschodowi i ku zachodowi. Lecz prawdziwie pobożny jest: kto wierzy w Boga i w Dzień Ostatni; w aniołów, w Księgę i w proroków; i ten, kto rozdaje majątek – mimo umiłowania go – bliskim krewnym, sierotom i biedakom, podróżnemu i żebrzącym, i na wykup niewolników” [2] – czytamy w Koranie.

1 Magdalena Grochowska, Wytrąceni z milczenia, Warszawa 2005, s. 243.
2 Cyt. za: Jednakowe słowo dla nas i dla was. List 138 uczonych i zwierzchników muzułmańskich do przywódców chrześcijaństwa, „Więź” 2008, nr 1 (591), s. 48.