Szukam człowieka, ks. Sebastian Nieznaj

Przed kazaniem kapłan podchodzi do niektórych uczestników liturgii z zapaloną świecą i bez słów patrzy w ich twarze. Stawia potem świecę na ołtarzu jako znak.

Rozumiecie ten gest ze świecą? Diogenes z Synopy, grecki filozof, chodził tak kiedyś po mieście w biały dzień. Świecił ludziom w oczy. „Co robisz?” – pytali. Odpowiadał z zadumą: „Szukam człowieka!”. Miał rację. Wielu ludzi wkoło. A kto naprawdę jest człowiekiem? Znamy nasze osiedlowe pustynie. Za ścianą ktoś umiera. Znajdują go po tygodniu. Tłumy na ulicach, w marketach, ale każdy jakiś samotny, smutny. Twarze bez wyrazu. Ciała bez ducha. Ludzie i… nieludzie. Jakby zamknięci od środka.

Pamiętam spotkanie z chłopakiem po wojsku. Zachwycił się filozofią wschodu na umór. Przekonywał mnie, że drzewa czują; że kwiaty mają duszę na spółkę z robakami. Oniemiałem. Bo ja tu szukam człowieka w ludziach, a ten mi tu z biedronkami wyjeżdża! Mówię mu: „Wiesz, ludzie czasem są bez serca”. A ten do drzewa coś czuje...

Zastanówmy się spokojnie. Być człowiekiem to znaczy:
– Mieć świadomość łączności swej duszy z ciałem.
– Myśleć i odczuwać.
– Żyć realnie i posługiwać się abstrakcją.
– Opanowywać instynkt.
– Wiedzieć, że jestem w konkretnym „ja”.
– Kierować siebie do siły wyższej, czyli do Boga.

Z pozoru normalne i takie proste „być człowiekiem”. Na razie jednak niewystarczające. Dlaczego? Starożytny myśliciel Tertulian ujął to w zdaniu: Non nascuntur, sed fiunt christiani, tj. „Nie rodzimy się, lecz stajemy się chrześcijanami”. Albo ujmę to prowokacyjnie: „Nie rodzisz się, ale stajesz się człowiekiem”. Możesz teraz protestować. Mówisz słusznie: „Tertulian bronił życia ludzkiego od poczęcia w łonie matki”. Zgadzam się. Pomyśl jednak o ulicach pełnych tzw. ludzi, o „zaludnionych” wieżowcach, miejscach pracy, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, może nawet o „człowieku” obok ciebie w kościele. Oni wszyscy stają się ludźmi. Dorastają do człowieczeństwa. Niełatwo być autentycznym człowiekiem!

Chciałbym cię zapewnić o pomocy. Bóg szuka w tobie człowieka. Bardziej niż Diogenes. Bóg rozgląda się za pierwiastkami człowieczeństwa. Cieszy się każdym odkryciem. Oczyszcza fałsz. Doprowadza do pełni. Przecież dlatego „stał się człowiekiem”. Wybrał ludzką postać dla swej nieskończoności. Czujesz, co to znaczy? Jeśli więc chcesz być człowiekiem – patrz na Jezusa. Jeśli ci ciężko – patrz na Jezusa! Jeśli denerwuje cię nieludzkie postępowanie innych – patrz na Jezusa! On jest Człowiekiem przez duże C. Jest Bogiem i wie już, jak to jest stawać się człowiekiem. Jego Człowieczeństwo jest wzorem. Bądź taki jak Jezus. Bądź taka jak Jezus. To wystarczy. Dość już masz idoli z okładek. To modele, zdjęcia, pozy życia. Bądź jak Jezus – prawdziwym człowiekiem. To wystarczy.

W drugim czytaniu słyszeliśmy niesamowite słowa. Bóg szuka człowieka. To dlatego obdarza nas błogosławieństwem duchowym. Wybrał nas przed stworzeniem świata. Chciał nas na ziemi z miłości. Dał nam wspólnotę ludzi wierzących – Kościół (a nie samotne wyspy osiedli i ulic). On wylał z siebie mnóstwo łaski, posłał Ducha Mądrości, otworzył nam oczy serca, oświetlił nas i otoczył nadzieją powołania.

Nie szukaj ze świecą człowieka. Trzeba innego światła. Człowieczeństwo widać lepiej w świetle Chrystusa.