Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Wielu zaś, co śpi w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie (Dn 12, 2).

1. Komentarz naukowy

Tekst w Dn 12, 2 jest pierwszym i jedynym miejscem w Biblii hebrajskiej, gdzie w sposób bezpośredni, wyraźny i jednoznaczny została wyrażona wiara w indywidualne zmartwychwstanie, jeśli przez termin „zmartwychwstanie” rozumie się działanie Boga polegające na wskrzeszeniu ciała po śmierci do nowego i wiecznego życia. Prawda o zmartwychwstaniu została ukazana w obrazie obudzenia się ze snu: „wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, obudzi się”. Ta metafora nawiązuje niewątpliwie do frazeologii występującej w Apokalipsie Izajasza: „Będą żyli Twoi umarli, ich ciała powstaną. Obudźcie się i wydajcie radosny okrzyk mieszkańcy prochu!” (Iz 26, 19). Przedstawianie śmierci jako snu jest znane zarówno w literaturze starożytnego Bliskiego Wschodu, jak również w tradycji biblijnej. Dn 12, 2 jest jedynym miejscem w Biblii hebrajskiej, gdzie w znaczeniu pozytywnym i w sposób bezpośredni jest mowa o zmartwychwstaniu jako o obudzeniu się ze snu, gdzie jest używany hebrajski czasownik „spać”. W tradycji biblijnej połączenie motywu snu z obudzeniem się rozumianym w sensie metaforycznym wyraża najczęściej niemożliwość powrotu do życia. Według Hi 14, 12 śmierć jest stanem trwałym, a człowiek nie ma żadnej możliwości ponownego odrodzenia się do życia. Nauka o zmartwychwstaniu w Dn 12,2 jest ukazana jako przebudzenie się ze snu tych, którzy znajdują się w Szeolu, a więc jako powrót do życia zmarłych.

Autor Dn 12, 2, opisując przyszły los po zmartwychwstaniu, wskazuje wyraźnie na dwie grupy ludzi. Niektórzy zmartwychwstaną „do życia wiecznego”, natomiast inni „do hańby, do odrazy wiecznej”. W Dn 12,3 autor precyzuje, na czym będzie polegać wywyższenie i przyszły los tych, którzy zmartwychwstaną do życia wiecznego, a mianowicie „mędrcy będą świecić jak blask firmamentu, i ci, którzy uczynili sprawiedliwymi wielu, jak gwiazdy, na wieki i na zawsze”. Innymi słowy, wywyższenie mędrców i sprawiedliwych będzie polegało na upodobnieniu ich do istot niebiańskich. „Mędrcy” – to ludzie znający Boga, oddani całym sercem Jego prawu i pilnie, niejednokrotnie aż do heroicznej śmierci, przestrzegający zasad życia religijnego. Wśród powołanych do życia wiecznego po śmierci będą i ci, „którzy usprawiedliwili wielu”, co można tłumaczyć: „sprawiający, że ktoś jest sprawiedliwy”. Można więc widzieć w nich nauczycieli, którzy innych („wielu”), tj. wszystkich, całą wspólnotę wprowadzali na drogę sprawiedliwości, utwierdzali w prawdziwej wierze i w religijnych praktykach wiary mojżeszowej. Nie jest też wykluczone, że słowa anioła w wizji Daniela zawierają myśl, że wśród cierpiących i ginących za wiarę byli tacy, którzy świadomie oddali życie za winy swojego narodu, w formie ofiary przebłagalnej. Według zapowiedzi anioła tych nauczycieli-męczenników Bóg po zmartwychwstaniu szczególnie uhonoruje; będą „jak gwiazdy na wieki, na zawsze”. Innymi słowy, będą jak rzucające się w oczy gwiazdy na firmamencie nieba.

Przyszły los drugiej grupy ludzi po zmartwychwstaniu jest określony jako obudzenie „do hańby, do odrazy wiecznej”. Zgodnie z opinią większości uczonych, podmiotem „hańby i odrazy wiecznej” są przede wszystkim zhellenizowani Żydzi, a więc apostaci. Chodzi tutaj nie tylko o tych, którzy „opuścili święte przymierze” (Dn 11, 30), ale również sprzyjali polityce Antiocha Epifanesa i byli zwolennikami reformy wprowadzonej przez króla, mającej na celu zaszczepienie zwyczajów hellenistycznych wśród Żydów (Dn 11, 32): „postępujący niegodziwie wobec przymierza”. Autor Dn 12, 2 nie opisuje tego, na czym konkretnie będzie polegała kara wobec bezbożnych. Tym niemniej wzmianka o obudzeniu niektórych „do hańby, do odrazy wiecznej” zakłada powrót do życia również bezbożnych, aby także i oni doświadczyli należnej im odpłaty. Oni również zmartwychwstaną, aby następnie zostać skazanymi na wieczne potępienie (M. Parchem, Motyw zmartwychwstania w Księdze Daniela (Dn 12, 2), Scripturae Lumen 2(2010), s. 65–77; Księga Daniela. Wstęp, przekład z oryginału, komentarz, ekskursy, oprac. J. Homerski, (Pismo Święte Starego Testamentu; t. 11, cz. 2), Poznań 2008, s. 161–162).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„Będziemy sądzeni podwójnie. W chwili śmierci czeka nas sąd szczegółowy, a w ostatnim dniu świata sąd ostateczny. Pierwszy sąd dokonuje się dlatego, że jesteśmy osobami, a zatem każdy z nas odpowiada jako jednostka za swoje czyny płynące z wolnej woli: nasze dzieło pójdzie za nami. Sąd ostateczny zaś dokona się dlatego, że pracowaliśmy na swoje zbawienie w jakichś strukturach społecznych oraz w mistycznym Ciele Chrystusa, a zatem odpowiadamy za swój wpływ na innych” (F. J. Sheen, Stworzeni do szczęścia. Klucz do dobrego życia, Kraków 2016, s. 157).

3. Z życia wzięte

„Giovannino Guareschi napisał opowiadanie zatytułowane Nigdy późno. Jego bohaterem jest Giacomo Dacó, jeden z tych ludzi, których nie wzruszyłby nawet potop. Jeden z tych ludzi, którzy nie dają satysfakcji nikomu, nawet śmierci. Urodził się w chłopskiej rodzinie i chce, żeby wszyscy w rodzinie, podobnie jak on, byli chłopami. Tak zadecydował, nikomu nie pozwalając na protesty. Ma sześciu synów, którzy aż do pełnoletności z rezygnacją uginają kark wobec jego władzy. Lecz ostatni, Carlino, zamiast ugiąć kark, pozwoliłby go sobie złamać. Jedyny, który ma odwagę sprzeciwić się ojcu, wyzwać go, nie poddać się jego twardości. Nawet chwytając dwururkę, jeszcze jako dziecko, w obronie mamy.

Po ukończeniu szkoły podstawowej decyduje się kontynuować naukę, natomiast ojciec – pan domu – krzyczy, że musi pozostać prostakiem i robotnikiem, jak inni w rodzinie. Carlino niewzruszony robi swoje, połykając upokorzenia i znosząc ciągłe poniżanie. Tym jednak, co napełnia go największym bólem, jest obojętność ojca w stosunku do niego.

Biega między fabryką a miastem, a po powrocie ze szkoły, tak jak podczas wakacji, pomaga braciom i pastuchowi krów w ciężkiej pracy. Starzec wydaje się go nie zauważać. Nigdy nie pyta o szkołę, nie wykazuje żadnego zainteresowania. Po prostu ignoruje go; wydaje się, że wymazał go ze swojego życia. Buntowniczy chłopak zdobywa dyplom geometry, dzieląc czas między naukę a wywożenie obornika na taczkach, chociaż stary szyderczo, śmiejąc się, orzekł:

– Geometra! On stanie się geometrą, gdy ja zostanę biskupem. A poza tym, po co mu dyplom? Żeby przerzucać słomę krowom?

Carlino po odbyciu służby wojskowej, osiągnąwszy stopień oficera artylerii (nigdy nie otrzymał z domu żadnego listu), żeni się z dziewczyną, którą sam wybrał mimo sprzeciwu ojca (nieakceptującego studentki), i odchodzi z domu. Giacomo Dacó wydziedzicza go. Również inni synowie odchodzą jeden po drugim, lecz zabierając swoje części majątku. Jedynie żona ze współczucia albo ze strachu zostaje u boku tego przykrego w pożyciu człowieka, który w ogóle nie wspomina o Carlinie. Jak gdyby nie istniał. Na koniec zostaje sam, co było nieuniknione. Żona odchodzi dziesięć lat po wyjeździe Carlina: Kiedy poczuła, że zbliża się koniec, kazała otworzyć szafę z drewna orzechowego, która stała naprzeciw łóżka, i oglądała błękitny płaszcz i błyszczącą szablę Carlina. Stary, pochowawszy żonę, zamknął szafę i żył samotnie sześć lat. Skończywszy osiemdziesiąt lat, umarł pewnej nocy. O szóstej rano ludzie z Campoluogo byli poruszeni:

– Jeśli o tej godzinie jeszcze go nie słychać, to są dwie możliwości: albo oszalał, albo umarł.

O siódmej przez okno weszli do izby starego i znaleźli go leżącego na kołdrze: był chudy jak patyk, ze zwykłym, złym wyrazem twarzy, kompletnie ubrany.

Wszystko zrobił sam, żeby nie potrzebować niczyjej pomocy. Zrozumiał, że nadszedł jego czas, i znalazł siły, by ubrać się jak nieboszczyk. Położył się na łóżku żony. Ludzie byli zdziwieni: taki człowiek budził strach także po śmierci; bowiem stary Dacó po tym, jak położył się na łóżku, znalazł jeszcze siłę, by położyć sobie krzyż na piersiach i skrzyżować na nim długie, kościste dłonie.

Carlino jako jedyny czuwa przy ojcu, na zmianę ze starym pastuchem krów. Starzec leżał nieruchomo, niczym kawał lodu, a płomień świecy też wydawał się nieruchomy, jakby zmrożony. Lecz w nocy syn „intelektualista” nie może oprzeć się ciekawości, żeby zaglądnąć do szafy z orzecha. Kiedy ją otwiera, odkrywa, że w środku wisi jego oficerski płaszcz i błyszcząca szabla. Na stoliku w izdebce obok ze zdziwieniem odkrywa pięć dużych kopert związanych dokładnie sznurkiem, każda z nich podpisana: „Zeszyty mojego syna, Carlina”, rachunki za wpisowe i karty tramwajowe, kartki, na których Giacomo Dacó zapisywał końcowe oceny, z adnotacją dużymi literami: „Promowany do następnej klasy”. Poza tym zdjęcia (łącznie ze zdjęciem wnuczka, którego nigdy nie chciał widzieć).

Dopiero teraz Carlino odkrywa, że ojciec przez te wszystkie lata śledził jego poczynania z lękiem i miłością, a nawet kochał go bardziej niż braci, kryjąc swoje uczucia pod maską twardości, a nawet wrogości. A on myślał, że ojciec go nienawidzi, i nawet odwzajemniał tę domniemaną nienawiść. Po zbadaniu zazdrośnie strzeżonych materiałów syn stwierdza: „Jezu, pozwól mi cierpieć tak, jak on musiał cierpieć, a nikt o tym nie wiedział”.

Nie byłoby tego całego cierpienia i niepokoju, gdyby stary Dacó, zamiast zamykać własne uczucia w zimnej szafie, miał odwagę (i słabość!) otworzyć albo przynamniej uchylić drzwi swojego serca i pozwolił, aby z jego ust zamiast zwykłych złorzeczeń wyszły słowa wyrażające uczucia, które dusił w środku” (A. Pronzato, W poszukiwaniu zaginionych cnót, cz. 1, Kraków 2006, s. 215–218).