Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! (Łk 3, 4).

1. Komentarz naukowy

W Piśmie Świętym więcej jest obrazów nawiązujących do mówienia i słuchania niż do oglądania. Słowo „głos” pojawia się w około trzystu odnośnikach i ma wiele znaczeń, w każdym jednak przypadku oznacza wypowiedź ustną. Słuchanie czyjegoś głosu prowadziło do osobistej więzi z mówiącym. Każdy człowiek ma charakterystyczną dla niego barwę głosu. Oblubieniec z Pieśni nad Pieśniami tęsknił za głosem ukochanej. Głos Jezusa brzmiał przyjemnie w uszach Jego uczniów, co wyraził w przypowieści o owczarni: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną” (J 10, 27). Głos dobrego pasterza ma charakterystyczne brzmienie, niosąc ze sobą spokój i bezpieczeństwo. Owce znają ten głos, gdyż znają Pasterza.

Głos człowieka ujawnia jego stan emocjonalny i charakter. Krzyk wskazuje na rozpacz (Mt 27, 46) lub gniew (1 Sm 28, 12), zaś cichy głos może oznaczać łagodność lub cierpliwość. Chociaż ton głosu może dostarczać informacji o osobie lub prowadzić do powstania zażyłości, czasami jest nieokreślony lub wywołuje niepewność, szczególnie gdy należy do Boga. Głos rozlegający się z nieba przynosił tyle samo pytań, co odpowiedzi: niewierzący sądzili, że jest to odgłos grzmotu lub głos anioła (J 12, 28-29; Mt 3, 17; 17, 5). Głos Boży czasami oznacza transcendentną moc Boga. Z powodu swej tajemniczej natury i transcendencji Boga, Jego głos może wzbudzać wielki lęk: „Któż ze wszystkich, którzy by usłyszeli głos Boga Żywego, przemawiającego spośród ognia, jak my, pozostanie przy życiu?” (Pwt 5, 26). Głos Boga obrazuje Jego władzę: często utożsamia się go z grzmotem, by podkreślić moc, z jaką Bóg wkracza w życie ludzkie. Z głosem Bożym łączy się pośrednio Jego sąd. Głos Boży, chociaż tajemniczy i budzący lęk, jest też w Piśmie Świętym metaforą całej Jego osoby. Kiedy Mojżesz rozmawiał z Bogiem w Namiocie Spotkania, „słyszał mówiący do niego głos znad przebłagalni, która była nad Arką Świadectwa” (Lb 7, 89; por. 1 Krl 19, 13; 2 P 1, 17). Wydarzenie to dało podstawy późniejszej żydowskiej tradycji określania Boga jako „Głosu” lub „Słowa”.

Objawienia Boże docierały do ludzi w formie głosu: Jan Chrzciciel był „głosem na pustyni”; głos zwiastuna przynosił Jerozolimie dobre wieści (Iz 40, 2. 9; 52, 7). Często zwrot „donośny głos” oznacza prorockie obwieszczenie. „Głos wołającego na pustyni” odnosi się do kazań św. Jana Chrzciciela. Pustynia [puszcza] to miejsce puste, bezludne. „Wołanie na pustyni” to daremny, nieprzynoszący skutku apel. Głosić słowo Boże to, w naszych czasach, znaczy równie dobrze opowiadać o dziele zbawienia jak zachęcać albo nauczać. Natomiast w Nowym Testamencie głoszenie jest uroczystym proklamowaniem (kerygma) faktu, że Jezus jest Panem i Zbawicielem. Mimo odmienności czasu, miejsca i słuchaczy, przepowiadanie zarówno Jana Chrzciciela, jak Jezusa, Piotra czy Pawła ukazuje ten sam schemat i taką samą orientację: jest nawoływaniem do nawrócenia i ogłaszaniem pewnego wydarzenia. To samo napomnienie: „Nawróćcie się!” rozpoczyna nauczanie Jezusa i Jana Chrzciciela i jest równocześnie zakończeniem pierwszych mów apostolskich. Nie chodzi więc o ogłoszenie jakiejś teorii, którą można by przyjąć lub nie. Wołanie to domaga się od słuchaczy pełnego zaangażowania, gdyż według Biblii słowo i prawda posiadają wartość życia. Istnieje obawa, że przepowiadanie, które nie rozpoczyna się od nawoływania do pokuty, przestanie być Ewangelią, a stanie się zwykłą konferencją. Jeżeli przepowiadanie wiąże się z wymaganiem nawrócenia, to nie na mocy napomnień moralizatorskich, lecz dlatego, że jego treścią jest fakt zbawienia.

Istnieje wiele przedstawień malarskich św. Jana Chrzciciela na pustyni, ale już jego postać jako Anioła Pustyni znana jest jedynie w sztuce chrześcijańskiego Wschodu. Określany greckim mianem – Prodromos („Poprzednik”) – zwiastuje jako posłaniec (angelos) przyjście Boga Wcielonego, Jezusa Chrystusa. Na ikonach Anioł Pustyni, św. Jan Chrzciciel, może trzymać w lewej ręce eucharystyczny kielich (poteiron), w którym widnieje niemalże naga, leżąca postać Chrystusa. Obecność Chrystusa-Emmanuela w poteironie podkreśla skierowany przez św. Jana Chrzciciela ku Niemu – jako Barankowi Bożemu – palec. Jan Chrzciciel zapowiada w ten proroczy sposób Eucharystię jako kontynuację tajemnicy Wcielenia i Ofiary Baranka Bożego. Na Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela wskazuje św. Jan Chrzciciel również w szeolu, obwieszczając duszom w następujący sposób Jego nadejście, a konkretnie – zstąpienie Mesjasza do piekieł. W ciemnościach owej krainy mroku i zapomnienia wskazuje ręką na zstępującego do piekieł – w celu wyzwolenia ludzkości z cienia śmierci (w tym także św. Jana Chrzciciela) – Mesjasza (L. Ryken, J. C. Wilhoit, T. Longman III, Słownik symboliki biblijnej. Obrazy, symbole, motywy, metafory, figury stylistyczne i gatunki literackie w Piśmie Świętym, Warszawa 2017, s. 213–214; J. Audusseau, X. Leon-Dufour, Głosić [w]: Słownik teologii biblijnej, red. X. Leon-Dufour, Poznań-Warszawa 1973, s. 278–280; J. Sprutta, Św. Jan Chrzciciel jako Anioł Pustyni w malarstwie ikonowym, Studia Teologiczne 29/2011/, s. 393–396; J. Sprutta, Motyw kielicha eucharystycznego w ikonie, Studia Bydgoskie 2/2008/, s. 37).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„Nadzieja chrześcijańska jest czymś więcej niż słusznym oczekiwaniem wyzwolenia społecznego i politycznego, ponieważ tym, co Jezus zapoczątkował, jest nowa ludzkość, która pochodzi „od Boga”, ale jednocześnie rodzi się na tej naszej ziemi, w takiej mierze, w jakiej pozwala, by wydawał w niej owoce Duch Pański. Trzeba zatem wejść w pełni w logikę wiary: wierzyć w Boga, w Jego plan zbawienia i jednocześnie starać się budować Jego Królestwo. Sprawiedliwość i pokój są bowiem darami Boga, ale potrzebują mężczyzn i kobiet, którzy jako „podatny grunt” są gotowi przyjąć dobre ziarno Jego Słowa” (Benedykt XVI, Przyjście Pana. Rozważania papieskie, Kraków 2018, s. 63–64).

3. Z życia wzięte

„Był sobie ksiądz...

Pracował z zapałem w domu starców. Byłby szczęśliwy, gdyby nie «tamta», czyli kobieta będąca niczym cierń, którego nie mógł usunąć. «Tamta» pozostawała niewrażliwa na każdą zachętę, na jakąkolwiek rozmowę o charakterze religijnym. Wzruszenie ramionami, mruknięcia, niemalże pochrząkiwania... i odchodziła, spuszczając głowę. Przekroczyła osiemdziesiąt pięć lat.

Nic nie można było zrobić. Nic nie słyszała (nawiasem mówiąc, była głucha na oba uszy, ale to inna sprawa). On pozdrawiał ją serdecznie, uśmiechał się do niej, zagadywał. Nie sposób zliczyć godzin spędzonych na próbach otwarcia maleńkiego prześwitu, w który można by wsunąć modlitwę, inwokację, inną myśl, przynajmniej wątpliwość. Żadnego pęknięcia w tym nieprzeniknionym murze. «Tamta» wzruszała ramionami, ironicznie się uśmiechała i odchodziła, spuszczając głowę i mamrocząc: ‘Dla mnie ksiądz się nie liczy’.

Kiedy on udzielał błogosławieństwa jej współlokatorce, «Tamta» ostentacyjnie odwracała się do ściany. W niedzielę, gdy ksiądz udawał się z komunią do chorych, które nie były w stanie uczestniczyć w Eucharystii w kościele, «Tamta» prowokacyjnie siedziała pogrążona w lekturze jakiegoś czasopisma. I tak przez pięć lat. On ciągle podtrzymywał wątłą nić przyjaźni, słuchania, nieodwzajemnionego uśmiechu, zainteresowania różnymi dolegliwościami fizycznymi. A «Tamta» zostawała «Tamtą».

Jednak jakiś czas temu doszło do małego cudu. Podczas komunii współlokatorek «Tamta» położyła gazetę na krześle i wstała, skłaniając lekko głowę (zmieszanie, wstyd, dobre wychowanie, ukryty smutek? Kto wie...). Gdyby nie trzymał cyborium, skakałby z radości. Nic szczególnego. Zwyczajne powstanie i skinienie głowy. Gest, który można odczytać na wiele sposobów. Lecz ksiądz jest więcej niż zadowolony. Opłacało się poświęcić cały ten czas, odmawiać modlitwy, żeby został zrobiony ten jeden krok. Może nawet nie krok: zbliżenie się na kilka centymetrów. Mogę zapewnić, że ksiądz jest gotów poświęcić kolejne pięć lat, żeby zbliżyć się o następne dziesięć centymetrów do «Tamtej». Uważa, że cena jest słuszna: dziesiątki kilometrów z jego strony za kilka centymetrów «Tamtej». Jestem tego pewien. Bo tak się składa, że tym księdzem jestem ja” (A. Pronzato, W poszukiwaniu zaginionych cnót, cz. 1, Kraków 2006, s. 159–161).