Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się (J 21,11).

1. Biblia

Obok polowania i pasterstwa rybołówstwo należy do najbardziej archaicznych zawodów: tych, które są absolutnie uzależnione od sił przyrody. W tekstach starowschodnich często pojawia się postać boskiego rybaka. U proroka Habakuka (1, 14n) państwo chaldejskie występuje jako narzędzie w rękach Boga. Bezbożni Izraelici to ryby, „które są łowione na wędkę albo brane do niewodu”. Izrael rozproszony pomiędzy narodami z polecenia Boga będzie ścigany jak zwierzyna łowna; przyjdą też liczni rybacy, „którzy ich wyłowią” (Jr 16, 16nn). Rybakami byli pierwsi uczniowie Jezusa (Mk 1, 16-20). Królestwo niebieskie zostało przyrównane do sieci „zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju” (Mt 13, 47n). Od końca II w. chrzest jest często przedstawiany jako połów, którego dokonuje trzymaną w rękach siecią anioł.

Jeżeli połów dokonuje się na słowo Jezusa, sieć Kościoła jest natychmiast pełna. W scenie nad Jeziorem Tyberiadzkim zauważamy (znów) charyzmatyczne zdolności Jana, który pierwszy mówi Piotrowi: „To jest Pan”, a Piotr zachowuje się podobnie jak w scenie w Ewangelii św. Mateusza. Kiedy Piotr zobaczył Jezusa chodzącego po wodzie, inni uczniowie woleli zostać w łodzi, tylko Piotr zapragnął chodzić po falach. Tym razem nie będzie marszu po powierzchni jeziora, teraz Piotr po prostu rzuci się do wody, ku Jezusowi, który stoi na brzegu. „Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze”. Piotr robi coś dziwnego: chyba to jedyny przypadek w historii, by ktoś się ubierał do pływania. Komentatorzy lubią zwracać uwagę na poczucie nagości u Piotra – wobec Jezusa czuje się nagi, więc pragnie się jakoś okryć, trochę tak jak Adam i Ewa, którzy szukali liści figowych, żeby ukryć swoją nagość. Są też inne próby wytłumaczenia tej sceny: niektórzy mówią, że Piotr nie tyle się ubrał, ile raczej pozawijał swoje szaty, bo rybacy pracowali w szerokich fartuchach, a taki strój na pewno przeszkadzałby w pływaniu.

„Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami [...]. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb”. Jezus sam przygotowuje pokarm dla swoich uczniów – chleb i rybę, taki sam pokarm, jaki kiedyś dla nich rozmnożył. Nic więc dziwnego, że chociaż ryba nie jest postacią eucharystyczną, jest, razem z chlebem, symbolem Eucharystii, gdyż rozmnożenie chleba i ryb było zapowiedzią tego sakramentu. Jezus karmi swój Kościół, ale chce też, żeby Kościół przyniósł owoce swojej pracy. „Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech”. Oto kolejna zagadka: czy ta liczba ryb jest symboliczna, czy też po prostu Jan zapamiętał tę wielką liczbę złowionych ryb? Niektórzy zwracają uwagę, że ówczesna zoologia znała sto pięćdziesiąt trzy gatunki ryb, więc sieć z rybami może być obrazem powszechności Kościoła. Piotr, który usłyszał od Jezusa: „Odtąd ludzi będziesz łowił”, będzie ciągnął sieć Kościoła, który obejmie wszystkie narody. Istnieją też inne interpretacje tej liczby ryb, na przykład według św. Cyryla Aleksandryjskiego sto symbolizuje pełnię pogan, pięćdziesiąt – resztę Izraela, a trzy – Trójcę. Inni zauważają, że wraz z rybą przygotowaną przez Jezusa są w sumie sto pięćdziesiąt cztery ryby, czyli dwa razy siedemdziesiąt siedem. Miałoby to być nawiązanie do słów Jezusa skierowanych do Piotra, iż ma przebaczać nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy. Inny znamienny fakt: pomimo tak wielkiej liczby ryb, sieć się nie rozerwała. Jeżeli połów się dokonuje na słowo Jezusa, a sieć ciągnie Piotr, sieć Kościoła się nie rozrywa. W świetle tradycji Kościoła scena z Piotrem ciągnącym nierozerwaną sieć na brzeg może wskazywać na wyjątkową rolę jego posługi w apostolskiej misji prowadzenia uczniów Chrystusa i stania na straży ich jedności.

Uczniowie, których zmartwychwstały Jezus wysyła do świata, mają iść i być Jego świadkami, tak jakby wyruszali na połów. Bez pomocy Jezusa ich misja się nie powiedzie. Jeśli jednak będą mu posłuszni, jeśli będą współpracować z Duchem Świętym, który w nich działa, doprowadzą do wiary w Jezusa innych. Uczniowie mają za zadanie przyprowadzić do Jezusa wszystkich ludzi – tak jak przynieśli do Niego swój połów (M. Lurker, Słownik obrazów i symboli biblijnych, Poznań 1989, s. 205–206; D. Piekarz, Jezus jakiego nie znamy. Spotkania z Jezusem w Ewangelii św. Jana, Kraków 2015, s. 128–130; F. Martin, W. M. Wright IV, Ewangelia według św. Jana. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 394).

2. Sztuka

Niderlandzki malarz Joachim Beuckelaer (ok. 1534 – ok. 1574) był wybitym twórcą martwych natur. Przedstawiał targi rybne i wnętrza kuchenne, łącząc z nimi często motywy religijne. W The J. Paul Getty Museum w Los Angeles znajduje się jego obraz p.t. Cudowny połów ryb, 1563. Malarz, pragnąc wiernie oddać opis z Ewangelii św. Jana, przedstawia Jezusa kroczącego brzegiem jeziora. Po lewej Święty Piotr i inni uczniowie Chrystusa wciągają na pokład łodzi rojące się od ryb sieci. Po nieudanym całonocnym połowie na Jeziorze Tyberiadzkim, zmęczeni i głodni uczniowie zobaczyli mężczyznę stojącego na brzegu i zgodnie z jego radą zarzucili sieci po prawej stronie łodzi. Cudowny połów wielkiej liczby ryb spowodował, że Piotr w mężczyźnie na brzegu rozpoznaje Chrystusa i rzuca się do wody na spotkanie z Nim. Po prawej stronie – jeszcze bardziej w głębi obrazu – Chrystus i uczniowie dzielą się przy ognisku posiłkiem z pieczonych ryb i chleba. Pomimo wielu odniesień do Ewangelii w obrazie przeważa wizja świecka. Na pierwszym planie bowiem chłopi ciągną w koszach ryby na targ, tworząc współczesną paralelę do sceny biblijnej. Joachim Beuckelaer specjalizował się w łączeniu tematów rodzajowych ze scenami religijnymi. W Cudownym połowie ryb przeciwstawił duchowy świat Biblii materializmowi współczesnego świata (S. Zuffi, Nowy Testament, Postacie i epizody, Warszawa 2007, s. 174–175; The Miraculous Draught of Fishes, Joachim Beuckelaer, http://www.getty.edu/art/collection/objects/602/joachim-beuckelaer-the-miraculous-draught-of-fishes-netherlandish-1563/, dostęp 02.01.2022).

3. Życie

(Fragment wywiadu z kard. Willemem Jacobusem Eijk, arcybiskupem Utrechtu)

Co daje księdzu kardynałowi najwięcej radości w jego posłudze?

Zostałem księdzem, aby celebrować Eucharystię. Wielu księży czuje na początku to pragnienie będące znakiem powołania kapłańskiego. Codzienne odprawianie Mszy Świętej jest dla mnie zawsze kulminacją dnia. „Szczyt” jest jednym z pojęć użytych przez Sobór Watykański II do opisania znaczenia Eucharystii dla chrześcijańskiego życia. Dotyczy to również Mszy codziennej, nie tylko uroczystej. Daje mi to radość nie emocjonalną, lecz duchową.

Kiedy zastanawiam się nad dalszymi radościami, przychodzą mi na myśl seminarzyści. W obu diecezjach, w których pracowałem, opiekowałem się nimi, a potem wyświęciłem ich na kapłanów. Wszyscy są Holendrami, z wyjątkiem jednego, który pochodzi z Kolumbii. Mamy niewiele powołań, lecz są one solidne, dobre ze względu na średni wiek kandydatów do kapłaństwa. A jeśli myślę o przyszłości, o najbliższych pięćdziesięciu latach, to świadomość, że będziemy mieli pewną liczbę księży, daje mi nadzieję i radość; będzie ich niewielu, ale będą. Księża są niezbędni do celebrowania Eucharystii. Dają ludziom możliwość spotykania Jezusa w Najświętszym Sakramencie. (...)

Kto się obecnie nawraca w Holandii?

Każdego roku nawraca się w Holandii około pięciuset osób. To w większości przypadków wybór naprawdę osobisty, świadomy i poważny. Osoby te odkrywają Kościół. Niektórzy są ochrzczeni, lecz są protestantami, jednak w większości są to osoby nieochrzczone. Już od początku ubiegłego wieku zaczęła się tworzyć i stopniowo powiększać rzesza ludności nieochrzczonej, która nic nie słyszała o Ewangelii ani o Chrystusie, chyba że coś w młodości bądź negatywne opinie ze środków masowego przekazu.

Kiedyś w katedrze w Groningen ochrzciłem około pięćdziesięcioletniego mężczyznę, a także udzieliłem mu bierzmowania oraz Pierwszej Komunii. Człowiek ten, idąc do pracy, codziennie przechodził obok katedry. Opowiedział mi, że czuł się w jakiś tajemniczy sposób przyciągany przez ten kościół. Pewnego dnia wszedł do środka i sam, w ciszy, po prostu zdecydował, że zostanie katolikiem. To, co zobaczył w katedrze, co kogoś innego mogłoby pozostawić obojętnym, dla niego było prawdziwym spotkaniem z Chrystusem. Do tej wizyty, tego kroku, z pewnością natchnął go Duch Święty. Mężczyzna nawrócił się za pierwszym razem, gdy wszedł do kościoła. Nie było nikogo, kto by w tym pośredniczył, nie było zewnętrznych przyczyn. Ten człowiek przyszedł do Chrystusa za poruszeniem Ducha Świętego. Był szczery, od razu było to widać.

W katedrze w Utrechcie udzielam sakramentu bierzmowania tym, którzy z różnych przyczyn – na przykład choroby – nie mogli przyjąć go w swojej parafii. Spotykam osoby, które chcą przyjąć bierzmowanie, żeby móc się pobrać, również katolików niepraktykujących, jednak są też prawdziwe nawrócenia Holendrów, którzy odkrywają Kościół, a poprzez Kościół – Chrystusa. Zazwyczaj znają oni w swoim otoczeniu osoby, które wierzą i są tym zaciekawieni, rozmawiają z tymi ludźmi, zadają pytania. Stykają się z ogniem wiary, który ze swej natury jest ekspansywny, przechodzi na to, co spotyka na swojej drodze. Prawdziwi wierzący mają wyjątkowy wpływ na środowisko, w którym żyją, jeszcze zanim zaczną mówić o swojej wierze (Bóg żyje w Holandii. Kard. Willem Jacobus Eijk w rozmowie z Andreą Gallim, Kraków 2021, s. 112–117).