Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki (J 10, 28).

1. Biblia

Słowo „ręka” łączy się z obrazem mocy i łaski, błogosławieństwa i przekleństwa. Dosłownie oznacza część ciała, zakończenie ramienia, chociaż czasami całe ramię lub fragment dłoni. W przekładach Biblii słowo „ręka” pojawia się mniej więcej 1800 razy. Jedna trzecia odnośników wskazuje na część ciała. Ręce umożliwiają wykonywanie różnych czynności, trzymanie narzędzi i broni lub innych przedmiotów. Rękoma wykonywano także czynności symboliczne. Uścisk i potrząśnięcie dłoni oznaczają przypieczętowanie umowy (Iz 2, 6). Klaskanie w dłonie jest oznaką radości.

Mniej więcej dwie trzecie biblijnych odnośników na temat ręki ma znaczenie metaforyczne. Z obrazem ręki wiąże się pięć głównych obrazów: siła i moc; władza, panowanie lub udzielanie; prawica; poświęcenie i przekazanie; bok, brzeg lub granica. Wyrycie Izraela na dłoniach Boga oznacza obecność w centrum Jego mocy i panowania nad historią (Iz 49, 16). Zachariasz śpiewał o mocy ręki Mesjasza, zdolnej wybawić Jego lud od nieprzyjaciół (Łk 1, 71. 74), a apostoł Jan wskazał na podtrzymującą moc ręki Chrystusa (J 3, 35; 13, 3). W obrazie mocy często zawarty jest element pośrednictwa. Bóg przemawia „ręką proroków” – „przez proroków” (1 Sm 28, 15; Ez 38, 17). Zwrot „przekazać w czyjeś ręce” oznacza sprawowanie władzy. Całe stworzenie zostało oddane w ręce człowieka, by ten nad nim panował (Rdz 9, 2; por. 1, 26-28). Naród Izraela został oddany w ręce Mojżesza i Aarona (Lb 33, 1). Otworzenie ręki (Pwt 15, 8. 11) lub zamknięcie jej (Pwt 15, 7) oznacza udzielenie lub wstrzymanie błogosławieństwa. Pozostawać w czyichś rękach, znaczy być do dyspozycji innego człowieka (Rdz 16, 6). Zasiadanie po prawicy oznacza pozycję, która łączy się z szacunkiem i uznaniem. Tron matki Salomona stał po prawej stronie króla (1 Krl 2, 19). Jezus oznajmił, że Jego przeznaczeniem jest zasiadanie po prawicy Boga (Mk 14, 62; Łk 22, 69). Wyciągnięcie prawej dłoni oznaczało wyróżnienie i przychylność (Ga 2, 9; Ap 1, 17). Oskarżyciel staje po prawej stronie (Ps 109, 6), podobnie jak to czyni przyjaciel w celu obrony. W Piśmie Świętym często pojawia się zwrot „włożyć ręce na”. Ręce wkładano zarówno na znak błogosławieństwa (Rdz 48, 13-17; Mt 19, 13), jak i sądu (Kpł 24, 14). Gest wkładania rąk oznaczał powołanie do wykonania szczególnego zadania lub nadania urzędu. Mianem „ręka” określano również brzeg rzeki (np. Nilu, Wj 2, 5; Jordanu, Lb 13, 29). Stwierdzenie, że coś znajdowało się pod ręką, oznaczało, iż jest u boku człowieka (1 Sm 19, 3). Boczne występy w konstrukcji przybytku są określane mianem rąk (Wj 26, 17. 19).

Krótka uwaga Jezusa: „i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”, mówi o opiece, jaką pasterz roztacza nad owcami, chroniąc je przed atakami wilka. Ten sam czasownik harpadzo – „wyrwać/porwać” – został bowiem użyty także w odniesieniu do wilka, który „porywa” owce (J 10, 12). Jezus może błogosławić i chronić swoje owce dzięki swojej więzi z Ojcem, który jest większy od wszystkich. Ojciec przyciąga uczniów do Jezusa i dał Mu ich jako dar. Pismo Święte przedstawia Boże owce jako Jego wyłączną własność; tu zostają one ukazane jako własność Ojca i Jezusa. Jezus powiedział: „nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”, teraz zaś dodaje: nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Władza i opieka, jaką Jezus sprawuje nad owcami, jest tą samą władzą, którą ma nad nimi Ojciec. Dlatego też Jezus mówi: Ja i Ojciec jedno jesteśmy. W kontekście tej Ewangelii wspomniana wypowiedź Jezusa oznacza, że On i Ojciec są jednym w swojej postawie i działaniu wobec owiec. Prowadzony przez Ducha Świętego Kościół, dochodząc do sformułowania swojej doktryny o Trójcy Świętej, odkrył, że „jedność” pomiędzy Ojcem i Synem, o której mówi ten tekst, nie odnosi się jedynie do działania, lecz także do samego ich istnienia.

Pojawiającą się w Starym Testamencie rękę Bożą Ojcowie Kościoła uważają za symbol Wcielonego Słowa. „Przez Nie posługując się własnymi rękami, Bóg Ojciec powołał wszystko do istnienia” (Cyryl Aleksandryjski). Najstarszy w sztuce chrześcijańskiej symbol Boga Ojca – to wyłaniająca się z obłoków ręka. Już w katakumbach i na starochrześcijańskich sarkofagach znak ten ma zapowiadać pojawienie się Boga. Czasami ręka Boża pojawia się także w absydach albo na sklepieniach kościołów średniowiecznych. W przedstawieniach chrztu i Przemienienia Jezusa z czasów Karolingów i epoki wczesnoromańskiej ręka ma uzewnętrzniać wspomniany przez Ewangelię głos Boga Ojca (L. Ryken, J. C. Wilhoit, T. Longman III, Słownik symboliki biblijnej. Obrazy, symbole, motywy, metafory, figury stylistyczne i gatunki literackie w Piśmie Świętym, Warszawa 2017, s. 868–869; M. Lurker, Słownik obrazów i symboli biblijnych, Poznań 1989, s. 198; F. Martin, W. M. Wright IV, Ewangelia według św. Jana. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 204).

2. Sztuka

W sztuce wczesnochrześcijańskiej często występują owce, symbolizujące apostołów bądź też Kościół Chrystusa. Na łuku tęczowym kościoła San Apollinare in Classe w Rawennie (ok. 550 r.) przedstawiono dwanaście owiec symbolizujących apostołów, po sześć owiec wychodzi z dwóch budynków, podpisanych jako Betlejem i Jeruzalem (Kościół pogański i Kościół żydowski). Poniżej, w apsydzie, z każdej strony do św. Apolinarego zbliża się po sześć baranków kroczących między liliami. Są to symbole błogosławionych znajdujących się w raju. „Ja jestem bramą” rzekł Jezus. Wchodzą przez nią owce, po kolei, od drzwi w Betlejem, gdzie się urodził, do drzwi w Jerozolimie, gdzie umarł. Owce znają Jego głos, idą za nim w porządku, zwyczajnie i posłusznie, i nie rozprasza ich hałas świata. W Rawennie dominuje nastrój pogody.

Zmartwychwstały Chrystus objawia się swoim uczniom przy jeziorze Genezaret i słowami „paś baranki moje” przekazuje władzę pasterską św. Piotrowi, stąd też w scenie tej, jak i w przedstawieniach przekazania kluczy św. Piotrowi, Chrystus wskazuje na swoje stado owiec (J. Seibert, Leksykon sztuki chrześcijańskiej. Tematy, postacie, symbole, Kielce 2007, s. 42–43; H. de Borchgrave, Chrześcijaństwo w sztuce, Warszawa 2002, s. 21–22).

3. Życie

„Ksiądz Franz Stock pracował na rzecz pojednania francusko-niemieckiego i szerzenia kultury francuskiej w środowisku niemieckim. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1932, niedługo przed dojściem Hitlera do władzy i większa część jego posługi przypadła na okres nazistowski. Arcybiskup Kolonii, w porozumieniu z arcybiskupem Paryża, mianował go, antynazistę i frankofila, rektorem parafii wspólnoty niemieckiej w Paryżu. Przed wojną zaś pełnił posługę w środowisku niemieckich robotników, którzy wyemigrowali do Paryża. Jego parafianie wiedzieli, że kocha Niemcy i Francję, lecz że trzyma się z daleka od nazistowskiej ideologii, która opanowała wiele umysłów. Kiedy wybuchła wojna i armia niemiecka odniosła zwycięstwo, a reżim nazistowski zapanował także we Francji, ksiądz Stock uzyskał potwierdzenie swojej funkcji proboszcza niemieckiej parafii w Paryżu. Była to sytuacja wielkiego „zagubienia” dla tego przyjaciela Francji, pokoju, francusko-niemieckiego pojednania. Niemcy odnosili się do niego bardzo podejrzliwie, Gestapo zaś, wiedząc, że nie sprzyja nazizmowi, bezustannie nadzorowało jego poczynania. Z punktu widzenia okupowanych Francuzów był on proboszczem „szkopskim”, a więc nie bardzo godnym zaufania. Kapłan ten został kapelanem trzech francuskich więzień: Fresnes, la Sante, le Cherche-Midi, do których trafiali wszyscy członkowie ruchu oporu oraz zakładnicy przed egzekucją albo zesłaniem do obozu. Liczba ludności więziennej szybko wzrosła do dziesięciu tysięcy zatrzymanych! Do zadań Stocka należało towarzyszenie skazanym na śmierć aż na miejsce egzekucji. Ocenia się, że osobiście do końca towarzyszył on tysiącu dwustu osobom! W 1941 roku napisał: Moje doświadczenia są tak straszne, że często całe noce spędzam, nie śpiąc. Opinia o jego świętości rozpowszechniła się bardzo szybko, toteż zdobył zaufanie Francuzów, którzy zaczęli w nim widzieć kapłana i człowieka miłosiernego. Wbrew regulaminowi przekazywał informacje od więźniów ich rodzinom i odwrotnie. Czasami udawało mu się zmylić nadzorujących go i przekazać trochę żywności czy książek tym, których odwiedzał, wierzącym i niewierzącym.

Po wojnie ci członkowie ruchu oporu, którym udało się przeżyć, złożyli hołd księdzu Stockowi. Był księdzem niemieckim sprawującym materialną i duchową posługę wśród Francuzów. Po śmierci księdza Stocka Joseph Folliet oddał mu cześć jako „pionierowi francusko-niemieckiego pojednania”, człowiekowi, który w czasie wojny nigdy nie stracił nadziei ani co do swojego kraju, ani co do naszego, ani co do ich wspólnej przyszłości, ani co do pokoju (...). Potwierdził wielkość ludzkiego stworzenia w okresie, w którym tak wiele osób, miliony ludzi przez głupotę, brutalność i okrucieństwo osunęły się do poziomu bestii.

Po wojnie ksiądz Stock nie przyjął tego, co mu proponowano: bezzwłocznego uwolnienia i odpowiedzialnego stanowiska w niemieckiej hierarchii kościelnej. Postanowił zostać z niemieckimi żołnierzami uwięzionymi we Francji przez aliantów. On, który przez tak wiele lat odwiedzał aresztowanych, na skutek zwrotu historii znalazł się „po drugiej stronie barykady” i poznał trudne warunki życia jeńców wojennych w obozie niedaleko Chartres. Biskupi niemieccy i francuscy postanowili założyć w obozie seminarium duchowne dla młodych Niemców przygotowujących się do kapłaństwa, by zapewnić im ludzką i intelektualną formację odpowiadającą potrzebom nowych, powojennych Niemiec. Zwierzchnictwo nad tym „seminarium za drutami” powierzono księdzu Stockowi. Formację kapłańską odebrało tam wielu, bo aż około tysiąca studentów. Doświadczenie to trwało dwa lata i dzięki kontaktom księdza Stocka umożliwiło współpracę duchownych Kościoła francuskiego i niemieckiego. Nuncjusz apostolski, biskup Roncalli, przyszły Jan XXIII, błogosławił temu oryginalnemu przedsięwzięciu i nawet osobiście przybył na miejsce, by dodać otuchy seminarzystom oraz odpowiedzialnym za formację.

Ksiądz umarł, wyczerpany fizycznie, w 1948 roku. Kiedy ciało księdza Stocka zostało przewiezione do Chartres, trumnę niosło sześciu ludzi – dwóch dawnych przyjaciół księdza z rodziny franciszkańskiej, dwóch francuskich członków ruchu oporu i dwóch niemieckich księży, którzy formację kapłańską odebrali w „seminarium za drutami”. Niemiecki ksiądz, który bezustannie czuł się „zagubiony” w swojej posłudze, został uznany za pomost, za budowniczego francusko-niemieckiej przyjaźni!” (O. Belleil, Zachować ufność! Jak sobie radzić w trudnych chwilach na podstawie ośmiu historii biblijnych, Kraków 2017, s. 336–340).