Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? (Łk 14, 28).

1. Biblia

Przemawiając do wielkich tłumów, które z Nim szły, Jezus wyjaśnia, że od tych, którzy idą za Nim, wymaga radykalnego oddania się. Trzykrotnie stawia warunek, bez spełnienia którego, jak mówi, nikt nie może być Jego uczniem. Po pierwsze, Jezus żąda oddania większego niż przywiązanie do własnej rodziny: do rodziców, żony, dzieci i rodzeństwa. On sam już dał tego przykład swoją własną postawą (Łk 8, 19-21). Pamiętajmy jednak, że tak jak w rodzinie uczniów wczesnego Kościoła znalazła się także Jego ziemska rodzina (Dz 1, 13-14), podobnie i pójście za Jezusem nie musi z konieczności oznaczać zerwania więzów z własną rodziną. Słowa o „nienawiści” do swojej rodziny należy rozumieć jako hebrajski idiom, który posługuje się hiperbolą, by wyrazić preferowanie kogoś. Wyraz „nienawidzić” w znaczeniu semickim oznacza tyle co „mniej miłować”. Gdy na przykład czytamy, że „Lea była znienawidzoną” (Rdz 29, 31), oznacza to tyle, że Jakub „miłował Rachelę więcej niż Leę”. Uczniowie zatem powinni kochać Jezusa bardziej niż swoją rodzinę, a nawet bardziej niż siebie samych. Uczniowie muszą, rzecz jasna, nadal kochać swoje rodziny - „czcij swego ojca i matkę” (Łk 18, 20, cytat z Dekalogu), a także samych siebie.

Przypowieść opowiada o dwóch wymagających przedsięwzięciach, a mianowicie o zamiarze budowania wieży oraz wyprawie wojennej. Obydwa przedsięwzięcia nie są pozbawione ryzyka. Zróżnicowanie obrazów i wzajemne uzupełnianie się wskazuje na ich metaforyczność. Obydwa opowiedziane wydarzenia mają jeden punkt wspólny. Idzie o uniknięcie katastrofy. W pierwszym wypadku klęską jest nie tylko niepowodzenie w przedsięwzięciu, ale także szyderstwo ludzi, w drugim - katastrofa militarna i jej konsekwencje.

Przypowieść opowiada o ryzyku podjęcia decyzji w sprawie, w której nie ma się dostatecznego rozeznania. Na ryzyko wynikające z nierozeznania sytuacji zwracali uwagę starożytni autorzy pogańscy. Epiktet nawołuje do starannych i przemyślanych decyzji uwzględniających konsekwencje (Dissertationes, III, 15, 1). Niekiedy bowiem rozpoczyna ktoś dzieło z wielkim entuzjazmem, z czasem jednak, ponieważ nie wszystko zostało przemyślane, ukazują się fatalne konsekwencje, które w sposób zawstydzający unicestwiają przedsięwzięcie. Także Filon zauważa, że jest cnotą rozważyć, czy jest się wystarczająco silnym, aby rozpocząć wojnę (De Abraham, 105). W przeciwnym wypadku lepiej wcale na nią nie wyruszać.

Znaczenie „wieży” (pyrgos) nie jest zupełnie pewne. Chodzi o wieżę strażniczą stawianą w winnicy (Iz 5, 2; Mk 12, 1; Mt 21, 33) albo o budowlę gospodarczą, w której przechowywało się narzędzia i plony. Tego rodzaju budowla była w granicach możliwości palestyńskiego rolnika. Niepowodzenie ściągało szyderstwo sąsiadów. Były też „wieże” o znaczeniu militarnym.

Druga przypowieść dotyczy już ludzi wyższej kategorii społecznej. Podana liczba obydwóch wojsk (10.000 i 20.000) pozwala sądzić, że jest to zatarg pomiędzy dwoma panującymi. Określenie „król” odnosi się do każdego rodzaju panujących: książąt, wodzów, innych dostojników. Tutaj perspektywa narratora kieruje się od „mniejszego” do „większego”. „Mniejszy” musi rozstrzygnąć, czy potrafi podjąć ryzyko oparcia się dwakroć potężniejszemu przeciwnikowi. Niepodjęcie ryzyka jest także przegraną, choć prawdopodobnie mniejszą. Będzie zobowiązany do zapłacenia okupu, utraci twarz, jednakże zachowa życie i osłabione tym wydarzeniem stanowisko.

Obydwie części podwójnej przypowieści mówią o potrzebie rozważenia podejmowanego ryzyka. Innymi słowy, nim zrezygnuje się ze wszystkiego, co się posiada, by iść za Jezusem, należy to dobrze przemyśleć.

Jezus w swych pouczeniach wskazywał na wymogi stające przed Jego uczniami. W Mt 8, 18-22 / Łk 9, 25 przestrzegał przed lekkomyślnym przyjmowaniem godności ucznia. W Mt 16, 26 zobowiązuje do poważnego zastanowienia się w życiu, ponieważ „na cóż się przyda zdobycie całego świata, jeśli człowiek poniesie szkodę na swej duszy”. Jeśli ktoś zamierza budować wieżę, musi dokonać obliczenia potrzebnych do tego środków. Jeśli ktoś wyrusza na wojnę powinien ocenić swe siły. Bycie uczniem zobowiązuje do uprzedniego poważnego zastanowienia się. Bycie uczniem zmienia relacje rodzinne, wymaga gotowości poświęcenia życia, przesuwa ośrodek zainteresowania z siebie na innych i zobowiązuje do dyspozycyjnoś­ci dla innych. Zarazem przypowieść zobowiązuje do zastanowienia się, czy wolno odrzucić wezwanie Jezusa. Z pewnością nie wszyscy pragną być uczniami Jezusa. Nie ma jednak podstaw, aby twierdzić, że bycie uczniem nie jest możliwe dla wszystkich (P.T. Gadenz, Ewangelia według św. Łukasza. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 312–313; A. Paciorek, Przypowieści Jezusa. Wprowadzenie i objaśnienie, Częstochowa 2013, s. 312–315).

2. Sztuka

„Pieter Bruegel Starszy (ok. 1525–1569), słynny malarz ze szkoły flamandzkiej, wykonał trzy wersje sceny przedstawiającej budowę wieży Babel, z których zachowały się dwie. Jedna z nich z ok. 1563 r. znajduje się obecnie w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Na malowidle tym malarz ukazał fantastyczną budowlę wzorowaną na największym obiekcie Rzymu, Koloseum, a nie na babilońskim zigguracie, do którego zdaje się wyraźnie odsyłać tekst biblijny.

Chcąc nadać swemu obrazowi maksymalną wizualną wyrazis­tość, Bruegel postanowił osadzić wieżę na dużym występie skalnym, widocznym jeszcze w wyższych partiach budowli i pokazać teren prac na etapie pozwalającym zapoznać się z wszystkimi ich tajnikami. Na pierwszy rzut oka wieża robi wrażenie po prostu nakładających się na siebie pięter. Jeśli się jednak dokładniej przyjrzeć, widać od razu, że jej niezwykła sieć galerii zamkniętych kolebkowym sklepieniem trzyma się ciekawego planu spirali wykluczającego jakąkolwiek funkcjonalność. Ta wysoka wieża nie ma służyć za mieszkanie ani do celów obronnych, ani nawet jako chlubna dekoracja miasta; jej jedyną ambicję stanowi przypuszczenie szturmu do nieba, które na koniec ma przebić.

Dla wyjaśnienia ostatecznej porażki tego gigantycznego planu, obraz Bruegela sugeruje, że wiedza i kompetencje człowieka nie były (i nigdy nie będą) na wysokości owego szalonego zamysłu. I malarz mnoży szczegóły służące tej demonstracji. Tak na przykład arkady parteru już się zapadły i są w stadium rekonstrukcji, podczas gdy trwa budowa partii wyższych na różnych poziomach; jasno też widać, że łuki, mimo iż są zgodne z prostopadłym schematem, spoczywają na podłożu we wznoszącej się spirali – znaku niechybnego zawalenia się” (G. Denizeau, Biblia objaśniona obrazami mistrzów malarstwa, Kielce 2017, s. 40–43).

3. Życie

„Nelson Mandela zyskał sławę jako symbol walki z segregacją rasową w Afryce Południowej. Spędził tam dwadzieścia siedem lat w więzieniu za swoje przekonania. Podobnie jak Józef Egipski, zaraz po wyjściu z aresztu otrzymał ważną funkcję polityczną, dzięki czemu wkrótce został uznany za moralny autorytet. Podobnie jak Józef, szczególnie dbał o to, by nie mścić się na swoich wcześniejszych krzywdzicielach, zamiast tego wskazywał drogę przebaczenia, pojednania. Wybrany na prezydenta w 1996 roku, opowiadał się za polityką pojednania między białymi i Afrykanami. Kiedy umarł w 2013 roku wspólnota międzynarodowa zgodnie oddała hołd jego pracy na rzecz sprawiedliwości i pokoju.

Mandela pozostał wierny religii swojego dzieciństwa. Często zapomina się o przekonaniach religijnych Mandeli, o wpływie, jaki one wywarły na jego życie i na dokonywane wybory: zostałem ochrzczony oczywiście w Kościele wesleyańskim i uczęszczałem do szkół misyjnych. Zarówno poza granicami, jak i tutaj pozostałem mu wierny, ale moje poglądy poszerzyły się i stały się życzliwe względem religijnej jedności. Nigdy nie odrzuciłem mojej wiary chrześcijańskiej. Nigdy nie zdołam w pełni opisać roli, jaką Kościół metodystyczny odegrał w moim życiu. Kościół ze swoim przesłaniem przebaczenia ma bardzo ważną rolę do odegrania w pojednaniu narodowym.

Mandela poznał więzienie, pozostając człowiekiem wolnym i wiernym swoim poglądom. Pozwolił, bo to doświadczenie przygotowało go do przyszłych zadań: broń duchowa jest dynamiczna, toteż często jej wpływ trudno należycie ocenić w określonych okolicznościach, chyba że w świetle doświadczenia. Na swój sposób czyni ona z więźniów ludzi wolnych, przekształcając plebejuszy w monarchów, i błoto w czyste złoto. Więzienie jest olbrzymim narzędziem kształtującym cierpliwość i wytrwałość. Bardziej niż cokolwiek innego, więzienie doświadcza przekonań więźnia. Ci, którzy przejdą tę szkołę, zyskują determinację złagodzoną godną podziwu gotowością na przyjmowanie ciosów zadawanych przez los.

Druga żona Mandeli, Winnie, także miała okazję doświadczyć opresji ze strony południowoafrykańskich władz: więzienia, aresztu domowego. Pchnęło ją to na drogę bardzo różną od drogi jej męża: zgorzkniała, zbuntowana, często pełna nienawiści, w miarę upływu lat przyjmowała coraz bardziej radykalną postawę. Opowiadała się za torturą płonącej opony wkładanej na szyje afrykańskim zdrajcom lub osobom oskarżonym o zdradę, kazała porywać albo mordować osoby podejrzane o kolaborację z rządem białych.

W tym samym czasie przebywający w więzieniu Mandela studiował historię, kulturę i język swoich przeciwników, afrykanerów, aby lepiej ich poznać i zrozumieć ich mentalność w celu nawiązania dialogu. Nigdy przy tym nie wyrzekł się swoich przekonań. Te różnice w wyborze drogi spowodowały separację małżonków w 1994 roku. Ryzykując niezrozumienie ze strony swych bliskich i rodziny politycznej, Mandela mimo wszystko zdecydował się na drogę pojednania.

Przebaczenie wymaga pracy pamięci, poszukiwania prawdy i przyznania się do winy. Kiedy Mandela został wybrany na prezydenta, od razu powołał Komisję Prawdy i Pojednania pod przewodnictwem arcybiskupa Desmonda Tutu, szanowanego wówczas przez wszystkich autorytetu moralnego. Arcybiskup wciąż powtarzał zasadę określającą jego postępowanie: bez przebaczenia nie ma przyszłości, lecz bez wyznania win nie będzie przebaczenia. Podobnie jak Józef wobec swoich braci, Mandela uważał, że droga pojednania wiedzie przez uznanie prawdy: niektórzy wychodzą z założenia, że lepiej zapomnieć o przeszłości. Niektórzy krytykują nas, kiedy mówimy, że przebaczyliśmy, lecz nie zapominamy. Nie zgadzają się z tym, że gwałcący prawa człowieka muszą na początek ujawnić gwałty, jakich się dopuścili, a dopiero później można im udzielić amnestii” (O. Belleil, Zachować ufność. Jak sobie radzić w trudnych chwilach na podstawie ośmiu historii biblijnych, Kraków 2017, s. 72–76).