Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20, 22-23).

1. Biblia
Ewangelia często mówi o Jezusie jako posłańcu Ojca, który Go objawia i dopełnia Jego dzieła. Teraz zmartwychwstały Jezus zleca uczniom to samo zadanie i wysyła ich w świat. Podążający za Jezusem uczniowie, Kościół, to przedłużenie dzieła Ojca i Syna w świecie.

Aby być przedłużeniem dzieła Jezusa, uczniowie muszą trwać w Nim jak winne latorośle. A zatem Jezus tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Ojcowie Kościoła lubili mówić o Pięćdziesiątnicy nie tylko jako o pięćdziesiątym dniu, ale też jako o pięćdziesięciu dniach. Jest to czas, w którym wśród uczniów zaczyna też działać moc Ducha.

Zmartwychwstały Jezus łączy dar Ducha Świętego z władzą odpuszczenia grzechów: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Na początku Jezus został nazwany „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Głosił, że Jego zbawcze dzieło uwalnia ludzkość z niewoli grzechu. Włączając uczniów w swoje posłannictwo, Jezus daje im również władzę odpuszczania ludziom grzechów, czyli czyni ich szafarzami Bożego miłosierdzia, dzięki Duchowi Świętemu. Strona bierna („odpuszczone”, „zatrzymane”) sugeruje, że tutaj przez Kościół działa sam Bóg. Dlatego przebaczenie, którego szafarzem na ziemi jest Kościół, dokonuje się również w niebie.

Władza gładzenia grzechów, czyli ich odpuszczania, jak też władza związywania lub rozwiązywania czegoś na ziemi, rozumiana w sensie zakazywania lub pozwalania na coś, bądź też w znaczeniu wymierzania lub odwoływania kary kościelnej, jest aktualizowaniem miłosierdzia Bożego. Dokonuje się zaś to dzięki widzialnemu pośrednictwu wspólnoty, ze względu na przekazany jej autorytet. Akt wykonywany w imię Jezusa jest ważny także w niebie, czyli u Boga. Ważny jest również na ziemi, albowiem włącza na nowo grzesznika w ciało Kościoła, bądź też stwarza warunki nieodzowne do tego, aby być godnym i żywym jego członkiem; nie odnosi się natomiast w pierwszym rzędzie, ani też wyłącznie, do sądu ostatecznego. Wraz z władzą odpuszczania, czyli wybaczania grzechów otrzymuje się władzę przyjmowania na nowo do wspólnoty danego grzesznika, który decyduje się na poprawę i realizuje ją faktycznie w swoim życiu. Czasem jednak może się okazać, że grzesznik jest niezdolny do przyjęcia przebaczenia. To nie znaczy, że Bóg nie chce mu wybaczyć, ale człowiek nie otwiera się na łaskę pojednania, bo na przykład nie żałuje tego, co zrobił, nie ma pragnienia przemiany życia. Wraz z władzą związywania nie otrzymuje się władzy potępiania lub wykluczania ze zbawienia, ale tylko „zatrzymywania” grzechów – na skutek braku warunków nieodzownych do wybaczenia i z zamiarem odwrócenia danego człowieka od jego niegodziwości, czyli złego postępowania.

W tym Janowym tekście (J 20, 22-23) chodzi przede wszystkim o powierzenie przez Jezusa własnych zadań Dwunastu, o nadanie mocy i skuteczności własnemu dziełu pojednania ludzi z Bogiem oraz rozciągnięcie go, na ile to możliwe, na wszystkie miejsca i czasy. Dzieło to zostało wykonane wraz z przekazaniem daru i mocy Ducha Świętego.

Magisterium Kościoła rzadko wydaje oficjalne oświadczenia na temat znaczenia konkretnych biblijnych tekstów. Jedno z takich nielicznych oświadczeń dotyczy słów Jezusa z wersetu J 20, 23, które Sobór Trydencki (1545–1563) zdefiniował jako instytucję sakramentu pojednania i pokuty: „Pan zaś wtedy zwłaszcza ustanowił sakrament pokuty, kiedy po zmartwychwstaniu tchnął na swych uczniów, mówiąc: «Przyjmijcie Ducha Świętego, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20, 22n). Ojcowie w jednomyślnej zgodzie zawsze rozumieli, że przez ten szczególny czyn i tak jasne słowa została udzielona Apostołom i ich prawowitym następcom władza odpuszczania i zatrzymywania grzechów w celu pojednania wiernych upadłych po chrzcie” (F. Martin, W.M. Wright IV, Ewangelia według św. Jana. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 384–386; D. Piekarz, Jezus jakiego nie znamy. Spotkania z Jezusem w Ewangelii św. Jana, Kraków 2015, s. 120–122; B. Testa, Sakramenty Kościoła, (Amateca; t. 9), Poznań 1998, s. 226–229).

2. Sztuka
Duccio di Buoninsegna wykonał w latach 1308–1311 słynny i monumentalny (pierwotnie 5 m szerokości i ponad 4 m wysokoś­ci) poliptyk Maestà dla Katedry Sieneńskiej na zamówienie miasta Sieny. W XVIII w. nastawa została pozbawiona oryginalnej pozłacanej oprawy z gotyckimi sterczynami, podzielona i częściowo rozproszona. Od 1878 zasadnicza jej część znajduje się w Muzeum Katedralnym w Sienie (Museo dell’Opera del Duomo).

La Maestà została ukończona w 1311 r. 9 marca tego roku przeniesiono obraz w uroczystej procesji z pracowni mistrza za bramą Staloreggi do katedry. Do roku 1506 Maestà odgrywała rolę ołtarza głównego katedry. Obraz centralny przedstawia Matkę Boską z Dzieciątkiem na tronie pomiędzy aniołami i świętymi. Po drugiej stronie przedstawiono wydarzenia związane ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa.

W zwieńczeniu rewersu poliptyku artysta umieścił między innymi scenę ukazania się Zmartwychwstałego zebranym na wieczerzy apostołom. Apostołów jest jedenastu – to pierwsze spotkanie z Jezusem, podczas nieobecności Tomasza. Siedzą przy stole, Jezus stoi przed nimi, wyciągając przed siebie przebite ręce. Na stole leży pieczona ryba, którą Jezus spożyje z apostołami, aby pokazać im, że nie jest zjawą, że naprawdę zmartwychwstał (Łk 24, 41-43) (S. Zuffi, Nowy Testament, Postacie i epizody, Warszawa 2007, s. 355; Maestà,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maest%C3%A0_(poliptyk_Duccia_di_Buoninsegni), dostęp: 17.10.2022;
Tajemnice sieneńskiego ołtarza,
https://www.polskieradio.pl/8/406/Artykul/764910,Tajemnice-sienenskiego-oltarza, dostęp: 17.10.2022;
https://operaduomo.siena.it/museo-dellopera/, dostęp: 17.10.2022).

3. Życie
„Giovanni Bardazzi, taksówkarz z Prato, spędzał więcej czasu w domu ludowym – siedzibie Włoskiej Partii Komunistycznej, niż we własnym domu, a do kościoła chodził raz do roku, żeby zadowolić żonę, bowiem poglądy miał całkowicie przeciwne. Ojciec Pio odwiedził go nocą w pokoju, dzięki darowi bilokacji, i powiedział: Dość już! Czekam na ciebie w San Giovanni Rotondo. To był impuls, który obudził w nim pragnienie poznania Kapucyna, o którym ciągle mówiła jego nadzwyczaj katolicka żona, modląca się stale o jego nawrócenie. W drodze Giovanni powtarzał sobie: Pojadę do tego zakonnika i wyjaśnię mu, jak się sprawy mają. Nie zna się przecież na sprawach partyjnych. Cóż może wiedzieć taki zakonnik. Kiedy mu je wyjaśnię, zdziwi się, przyzna mi rację i zostanie komunistą. Dotarłszy na miejsce, otrzymał inne nadzwyczajne znaki, a mimo to musiał wyjechać bez rozgrzeszenia i bez możliwości przedstawienia swoich racji Ojcu Pio, który zamknął mu drzwiczki konfesjonału przed nosem. Jeszcze dwa razy Bardazzi nie otrzymał rozgrzeszenia od zakonnika, który udzielił mu go dopiero po rzeczywistej zmianie sposobu myślenia połączonej z radykalną przemianą życia.

Wiele osób miało równie trudne doświadczenia jak Giovanni Bardazzi, a nawet trudniejsze. Zdarzało się bowiem, że ktoś nie tylko wstawał od konfesjonału bez rozgrzeszenia, ale spotykało go jeszcze upokorzenie w postaci głośnego wyrzucenia przy innych penitentach czekających w kolejce.

Brat Eusebio Notte, który przez pięć lat był podporą w starości dla czcigodnego syna św. Franciszka, pisał:

Konfesjonał to jedyne miejsce, gdzie można było zbliżyć się do O. Pio, by prosić go o radę, dlatego wszyscy chcieli się spowiadać. Olbrzymi tłum, z osobliwymi manierami, na które składały się kłótnie, bójki, wyzwiska... Wszystko dla osiągnięcia celu. Nikt nie myślał o wyznawaniu grzechów i skrusze. Był to jeden z głównych powodów, dla których Ojciec odsyłał bez rozgrzeszenia. Nie chciał mieć udziału w profanacji sakramentu!

Wyznanie grzechów, aby otrzymać rozgrzeszenie od Ojca Pio i Boże przebaczenie, zakładało jedną ważną rzecz, mianowicie uznanie swojej winy, uznanie, że przekroczyło się Boże przykazania, oraz skruchę (...). To zapewniało rozgrzeszenie oraz spotkanie nie z O. Pio sędzią, ale z nieskończenie łagodnym ojcem, który zachęcał cię do nawrócenia i do poprawy.

Taka spowiedź upoważniała do zadania Ojcu Pio dowolnego pytania. Jeśli nie przestrzegało się tych zasad albo, co gorsza, jeśli brakowało skruchy, Ojciec wywoływał ją bezpardonowo, zamykając ci przed nosem drzwiczki (...). Należy zauważyć, że nie wysyłał cię do piekła, ale zawsze dodawał: „Odejdź i wróć za miesiąc, dwa miesiące” itd. Powrót i nawrócenie były niemalże pewne. Przypieczętowane łagodną i niezapomnianą spowiedzią.

Ojciec Pio własnoręcznie zaświadczył:

Wszystko zawiera się w tym, że spala mnie miłość do Boga i do bliźniego. Bóg dla mnie jest zawsze utkwiony w umyśle i wypisany w sercu. Nigdy nie tracę Go z pola widzenia: podziwiam Jego piękno, radość, poruszenie, które powoduje, łaski, zemstę albo raczej tę surowość Jego sprawiedliwości (...). Wierz mi, Ojcze, kiedy mówię, że moje gwałtowne wybuchy gniewu, które miały miejsce, zostały spowodowane właśnie przez to więzienie ciężkie (...). Jak to jest możliwe, by widzieć Boga, który się smuci z powodu zła i nie smucić się podobnie? Widzieć Boga, który właśnie rzuca swoje gromy i – aby je odbić – nie ma innego lekarstwa, jak tylko wznieść jedną rękę, by powstrzymać Jego ramię, a drugą skierować do bliźnich, mając na uwadze dwa motywy: żeby porzucili zło i żeby odeszli – i to natychmiast – z tego miejsca, gdzie stoją, ponieważ ręka Sędziego jest gotowa rzucić na nie te gromy. Uwierz mi więc, kiedy Ci mówię, że w tym momencie moje wnętrze nie jest poruszone, a tym bardziej wzburzone. Nie czuję niczego innego, jak tylko to, aby chcieć tego, czego chce Bóg. I w Nim czuję się zawsze spokojny, przynajmniej jeśli chodzi o moje wnętrze; dla otoczenia czasem jestem niewygodny.

Pewnego razu ojciec Pellegrino Funicelli, który miał z nim bliski kontakt, zapytał go: Czy osobom, które Ojciec pozostawił bez rozgrzeszenia, w przypadku nagłej śmierci grozi potępienie? Święty odpowiedział: Skąd wiesz, że te dusze są w niełasce u Boga? Ojciec Pellegrino zaoponował: Skoro nie są w niełasce u Boga, dlaczego nie mogą przystępować do Komunii św.? Ojciec Pio odpowiedział: Ponieważ muszą odprawić szczególną pokutę.

Czasami sam doradzał temu, kogo nie rozgrzeszył: Teraz idź wyspowiadać się u kogoś innego” (S. Campanella, Miłosierdzie w życiu Ojca Pio, Częstochowa 2016, s. 21–26).