Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego <>(J 15, 15).

1. Biblia

Jezus mówi, że „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. On usłyszał takie polecenie od Ojca i przekazuje je nam, uzdalniając nas do spełnienia tych wymagań: „Ja was zanurzam w tej samej miłości, którą Mnie kocha Ojciec, dlatego mogę dać wam to samo polecenie, które od Niego usłyszałem”. Jezus dzieli się z nami skarbami otrzymanymi od Ojca.

W Mowie o Dobrym Pasterzu Jezus nauczał, że Jego więź z uczniami mieści w sobie wzajemne bliskie poznanie, podobne do tego, jakie zachodzi między Ojcem i Synem (J 10, 14-15). Teraz Jezus naucza o głębokiej miłości istniejącej między Ojcem, Nim samym i Jego uczniami: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem”. Ojciec kocha Syna odwieczną i niekończącą się miłością (J 17, 23-24. 26), przelewając na Syna wszystko, czym jest, i ucząc Go wszystkiego (J 5, 20. 26). Jezus kocha swoich uczniów tą samą, nieznającą końca, pełną i ofiarną miłością: „tak i Ja was umiłowałem”. Przyciąga ludzi do tej niewyobrażalnej komunii miłości między Ojcem i Synem i zaprasza swoich uczniów, by w niej trwali. Jak latorośle trwają w krzewie winnym (J 15, 4-5), tak i uczniowie mają trwać w komunii z Jezusem i miłością Ojca, dzięki posłuszeństwu w miłości: „zachowujcie moje przykazania” (zob. J 14, 15. 21. 23).

Sercem moralnego nauczania Jezusa jest jedno proste przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Jezus oczekuje, że Jego uczniowie będą żyć taką samą pełną i ofiarną miłością. Bóg kocha jako pierwszy i miłość uczniów do innych ludzi wypływa z ich spotkania z miłością Boga. Jezus objaśnia przykazanie miłości, zestawiając ze sobą dwa rodzaje więzi. Pierwsza to relacja między panem i jego sługami: nakazy są wydawane i przestrzegane jedynie w oparciu o autorytet pana, przy użyciu siły. Choć Jezus jest „Panem i Nauczycielem”, nie daje przykazania w oparciu o relację pan-sługa, ale w oparciu o przyjaźń. Przyjaciele wyświadczają sobie wzajemnie przysługi, ponieważ łączy ich przyjacielska więź. Uczniowie mają kochać jeden drugiego, ponieważ to właśnie robił i robi dla nich Jezus, ich przyjaciel, i o to samo ich prosi. Przyjaźń między Jezusem i Jego uczniami wzrastała, ponieważ On przekazał im wszystko, co usłyszał od Ojca, a oni byli wewnętrznie gotowi to przyjąć.

Wiele ewangelicznych fragmentów wskazuje na to, że Jezus chce, żeby nasza relacja z Nim była na podobieństwo Jego relacji z Ojcem, na przykład „Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. (...) Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno; Jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. (...) Ja znam owce moje, a moje Mnie znają”. Jezus zanurza nas w tej samej miłości, ale też ostrzega, że to nie będzie sielanka: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jak swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (...). Wyłączą was z synagogi (...) każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu”. To prawdziwy paradoks: uczniowie Jezusa zaznają prześladowań nawet od tych, którzy będą przekonani, że przez to czynią dobrze – przypomnijmy choćby Szawła z Tarsu.

Te prześladowania są czymś jakby przynależnym do istoty Kościoła. Kardynał Newman napisał wręcz: „Obawiam się Kościoła, który nie jest prześladowany”, bo jeżeli nie jest prześladowany, to znaczy, że świat nie ma mu nic do zarzucenia. Bardzo podejrzany byłby taki Kościół, który podobałby się światu.

Skąd Kościół ma czerpać siłę do tak trudnego świadectwa? Mówi o tym Jezus za pomocą słynnej alegorii krzewu winnego: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, Ojciec mój jest tym, który go uprawia; każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owoców, odcina, a każdą, która przynosi owoc oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy”. Jesteśmy wszczepieni w Jezusa, można by powiedzieć, że czerpiemy z Niego soki. Jest to obraz podobny do obrazu Ciała Chrystusa u św. Pawła. Jeżeli latorośl nie przynosi owocu, Ojciec ją odcina, ale jeśli przynosi owoc, to ją oczyszcza; nie ma trzeciej możliwości. Albo owocowanie, albo odcięcie. Nie ma możliwości wegetacji w Jezusie, gdyż latorośl, która by chciała po prostu wegetować, nie będzie uważana za nieproduktywną, ale za martwą. Warunkiem przynoszenia owocu, jak czytamy dalej, jest trwanie w Jezusie, jak On trwa w nas, bo bez Niego nie możemy nic uczynić, a trwanie w Nim to trwanie w Jego miłości (F. Martin, W. M. Wright IV, <>Ewangelia według św. Jana. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 279–280; D. Piekarz, <>Jezus jakiego nie znamy. Spotkania z Jezusem w Ewangelii św. Jana, Kraków 2015, s. 80–82).

2. Sztuka

Pierwszym ważnym dziełem Giotta były prace w kościele św. Franciszka w Asyżu. Budowę wielkiego kompleksu architektonicznego – klasztoru i bazyliki – rozpoczęto dwa lata po śmierci świętego. Zespół ten stał się najważniejszym pomnikiem architektury włoskiej i malarstwa XIII i XIV wieku. Pod koniec lat 90. XIII wieku Giotto miał pełną swobodę w ukazywaniu scen z życia św. Franciszka. Wzdłuż ścian pod pasem biblijnych przedstawień namalował freski, które miały pokazać wiernym, jak należy przykładnie wypełniać nauki Chrystusa. Sceną kulminacyjną jest <>Stygmatyzacja św. Franciszka, która dokonała się na wzgórzu La Verna. W tej scenie Giotto osiągnął mistrzostwo techniki i objawił pełnię swego oryginalnego talentu.

Franciszkowi ukazuje się ukrzyżowany Chrystus, z którego pięciu ran wychodzą promienie, symetrycznie przeszywając ciało Franciszka i tworząc rodzaj ich kopii czy odcisku pieczęci. Tutaj, przed kościółkiem umieszczonym po prawej stronie sceny, siedzi na ziemi jakiś zakonnik, lecz nie patrzy wprost na cud. Z książką w ręce, zatopiony w lekturze zdaje się wskazywać na związek tego nadzwyczajnego wydarzenia z Pismem. Po lewej stronie mamy inny różowawy budynek z niewielkim portalem, nad którym góruje lunetka z krzyżem. Jest to kolejny kościółek lub kapliczka, ponieważ przez uchylone drzwi widać prawdopodobnie ołtarz przykryty bogato zdobionym obrusem, a przed nim klęcznik. Scena cudu została więc „udomowiona”. Rozgrywa się nie w absolutnej samotności pustelni, gdzie Franciszek przebywał w odosobnieniu i gdzie spotkał swego Boga w swoistym porażającym utożsamieniu się z Nim w cierpieniu. Tutaj mamy wprawdzie górzysty krajobraz, ale są też obecni inni ludzie, kościoły i kaplice. Franciszek nie jest już sam przed Chrystusem, ponieważ z tego, co mu się wydarzyło, musi – by tak rzec – zdać sprawę przed swymi braćmi, Kościołem i resztą świata (H. de Borchgrave, <>Chrześcijaństwo w sztuce, Warszawa 2002, s. 33; s. Romano, <>Giotto, Franciszek, franciszkanie [w]: E. Grau, R. Manselli, s. Romano, <>Franciszek i jego świat w malarstwie Giotta, Kielce 2020, s. 93–94).

3. Życie

„Czym jest rodzina? Przejawem prawdziwie rodzinnego ducha jest to, że problemy osobowości rozwiązuje się miłością. Tragedią naszych czasów jest fakt, że tak wielu ludzi jest niekochanych. Są wykorzystywani, ale nie są kochani. Jakże często przyjaźnie zawierane są na zasadzie: <>Oni mogą nam to załatwić taniej. Jednak w rodzinie miłość sprawia, że dzieci są normalne. Fryderyk II w trzynastym wieku zebrał grupę porzuconych dzieci i powierzył je opiece nianiek, którym polecił nie odzywać się do dzieci ani słowem, nie pokazywać im żadnych emocji ani gestów miłości. Fryderyk chciał się dowiedzieć, jakim językiem zaczną się posługiwać dzieci, eksperyment nie udał się. Wszystkie dzieci zmarły – zmarły z braku miłości. Podobny eksperyment przeprowadzono przy użyciu małp. Młode małpki zostały zabrane od swoich matek. Połowie z nich pozwolono przebywać w pobliżu sztucznej małpy, która była elektrycznie podgrzewana i symulowała gest obejmowania. Pozostałe małpki nie miały żadnej małpiej matki, ani prawdziwej, ani sztucznej. Gdy małpki z pierwszej grupy urosły, zachowywały się jak pozostałe małpy, lecz te, które pozbawiono nawet symulowanej bliskości, wyrosły na szalone małpy.

Podczas bombardowania Londynu niektóre dzieci przeniesiono z Londynu na wieś. Inne pozostawiono razem z matkami na czas bombardowania. Dzieci, które pozostały przy matkach na czas nalotów, były potem zdrowsze niż te, które zostały ewakuowane i przebywały z innymi ludźmi” (F. J. Sheen, <>Rodzice i dzieci, Częstochowa 2022, s. 30–32).