Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego (Mk 3, 29).

1. Biblia

W Ewangelii Marka słowa o wiecznym pozbawieniu odpuszczenia grzechów stanowią zakończenie odpowiedzi Jezusa skierowanej do oskarżających Go uczonych w Piśmie o posiadanie Belzebuba i wyrzucanie demonów przez ich władcę. „Belzebub” to imię szatana, pochodzące prawdopodobnie od tytułu fałszywego bożka Kananejczyków, „Książę Baal”. Oskarżenie jest jednym z przejawów opozycji przeciw Jezusowi i niezrozumienia. Jezus, zamiast się obrazić, odpowiada im z cierpliwością i łagodnością, wykorzystując przypowieści i analogie, by krok po kroku zbić ich oskarżenia.

Po pierwsze, stwierdzenie, że Jezus wykorzystuje siły diabelskie do wyrzucania złych duchów zostaje zdyskredytowane przez swą absurdalną nielogiczność. Jak może szatan wyrzucać szatana? Każdy wie, że wojna domowa w królestwie czy wewnętrzny konflikt w domostwie przynoszą zniszczenie. Gdyby Szatan prowadził za pomocą Jezusowych egzorcyzmów wojnę przeciwko własnym podwładnym, jego królestwo szybko by upadło. Szatan zostaje porównany do mocarza, który jest pewien, że dobrze strzeże swej własności – czyli ludzi przez siebie opętanych. Określając takie osoby jako sprzęt Szatana, Jezus sugeruje, że Zły zdobył sobie w ich duszach realny, choć bezprawny przyczółek. Nikt nie może wyzwolić ich z tej niewoli, jeśli wpierw nie „zwiąże” mocarza. Dopiero wtedy można dom jego ograbić. Jezus wdarł się na terytorium zła i ubezwłasnowolnił jego władcę, by móc splądrować jego włości. Tak jak zapowiedział Jan Chrzciciel, Jezus jest kimś „mocniejszym” (Mk 1, 7), który jako jedyny ma moc spętania Szatana i wyzwolenia tych, którzy cierpią pod jego tyrańskimi rządami.

Wreszcie Jezus odnosi się do pierwszego zarzutu uczonych w Piśmie, mianowicie że „ma Belzebuba”, odpowiadając już nie przypowieścią, lecz złowieszczym ostrzeżeniem. Mimo braku konkretnych odniesień zwrot „zaprawdę wam mówię” (amen lego hymin) oznacza, że cała wypowiedź w sposób szczególny dotyczy tych, których Jezus wcześniej przywołał do siebie (Mk 3, 23), czyli Jego oskarżycieli.

Uczonym w Piśmie ukazane są dwie sytuacje: z jednej strony – odpuszczenie wszystkich grzechów i bluźnierstw; z drugiej – wieczna utrata odpuszczenia przez osobę bluźniącą przeciw Duchowi Świętemu. Powszechny charakter odpuszczenia jest zaakcentowany przez jego stopniowanie: najpierw jest zapowiedź odpuszczenia wszystkiego bez specyfikowania przedmiotu, potem są rozróżnione grzechy i bluźnierstwa (ta hamartemata kai hai blasfemiai), na końcu są wyróżnione bluźnierstwa (hosa ean blasfemesosin), czyli najcięższe wykroczenia, ponieważ są zwrócone bezpośrednio przeciw Bogu. Bluźniący przeciw Duchowi Świętemu pozbawiony jest odpuszczenia na wieki i winien jest grzechu wiecznego.

Czasownik blasfemein oznacza obraźliwe mówienie, spotwarzanie, przeklinanie. Obraza jest tym większa, im większa jest godność osoby, przeciwko której są zwrócone takie słowa; stąd szczególnie wielką obrazą jest bluźnienie przeciw królowi lub bóstwu. W Ewangelii Marka wielkość tego grzechu wynika przede wszystkim z faktu, że chodzi o obrazę zwróconą przeciw samemu Bogu. Dla Markowej chrystologii jest ważny przypadek użycia czasownika na określenie szydzenia z niemocy Jezusa na krzyżu (Mk 15, 29). Znaczącym jest pierwsze występowanie tego czasownika: uczeni w Piśmie zarzucają Jezusowi, że bluźni uzurpując sobie władzę odpuszczania grzechów, będącej w wyłącznej kompetencji Boga (Mk 2, 7). W tym rozumieniu bluźnierstwem jest wystąpienie przeciwko prerogatywom Boskim poprzez ich negację lub nieprzypisanie ich Bogu. Sens bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu odpowiada temu rozumieniu.

Zdania mówiące o odpuszczeniu grzechów przedstawiają dwa przeciwstawne obrazy ukazujące działania dwu różnych podmiotów. W pierwszym obrazie mamy działanie Boże: odpuszczenie wszystkich grzechów i bluźnierstw bez wyjątku (Mk 3, 28). W drugim obrazie jedynym podmiotem działającym jest bluźniący przeciw Duchowi Świętemu, który jest pozbawiony uczestnictwa w powszechnym odpuszczeniu grzechów (Mk 3, 29). Z takiego zestawienia wynika, że bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie jest jakimś wyjątkiem w powszechnym odpuszczeniu grzechów, ograniczeniem powszechnego przebaczenia ze strony Boga czy „grzechem na wieki nieodpuszczonym”. Jest grzechem wiecznym tylko dlatego, że osoba, która bluźni przeciw Duchowi Świętemu, wyklucza się sama z Bożego działania przynoszącego bez żadnego wyjątku odpuszczenie wszystkich (panta) grzechów i bluźnierstw. Przypisanie duchowi nieczystemu tego, co może pochodzić tylko od Ducha Świętego, pozbawia bluźniercę odpuszczenia grzechów (M. Healy, Ewangelia według św. Marka. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 65–66; A. Malina, Ewangelia a bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu (Mk 3, 29; 12, 40), Verbum Vitae, 2(2002), s. 109–126).

2. Sztuka

Święty Antoni Pustelnik, zwany też Opatem lub Wielkim (ok. 251–356), uważany jest za pierwszego w historii chrześcijańskiego pustelnika. Około dwudziestego roku życia rozdał cały majątek i zamieszkał na pustkowiu. Wstąpił do szkoły pewnego starego mnicha, od którego uczył się sztuki walki duchowej, aby móc czuwać nad własnym sercem i uczynić z niego mieszkanie Pana. Spędził wiele dni na pracy i nieprzerwanej modlitwie. Pierwsze etapy jego drogi mnicha mijały w atmosferze pogody ducha i pokoju, jednak szybko zaczął się okres kryzysu i kuszenia. Po pierwszych zmaganiach z szatanem Antoni zamyka się w porzuconym grobowcu. W tym okresie odosobnienia ma wizje drapieżnych zwierząt czy potworów, które go atakują, usiłując przestraszyć bądź zmusić do ucieczki z pustyni.

W przeciwieństwie do innych przedstawień świętego i w niezwykle oryginalny sposób, Hieronim Bosch (Kuszenie św. Antoniego, 1510–1515, Madryt, Museo del Prado), pokazuje go pochłoniętego myślami wśród dzikiej przyrody. Święty siedzi pod starym, rozpadającym się drzewem, przypominającym szałas nakryty wiechciem słomy. To liche domostwo nawiązuje do odrzucenia przez Antoniego wszelkich dóbr materialnych. Pustelnik przedstawiony jest w mnisim habicie. W ręce trzyma pustelniczy kostur, a na kapturze jego habitu, na prawym ramieniu wyhaftowana jest litera „T” (tau). To skrót od greckiego słowa Teos – Bóg. Według tradycji Antoni zwalczał demony krzyżem właśnie w kształcie litery „T”.

Nic nie odwraca jego uwagi od wewnętrznego skupienia. Również będąca jego atrybutem, świnia z dzwonkiem na uchu, leżąca u jego stóp jest nieświadoma ataku diabła, który ma zamiar uderzyć ją młotkiem. Bosch nie pokazuje diabłów jako atakujących świętego. Są one raczej rozproszone po obszarze zamkniętym murem po prawej stronie, jakby przygotowywały się do ataku, niosąc drabiny lub chowając się za trawiastymi kopcami lub tarczą. Konfrontacja jeszcze się nie odbyła, na co najwyraźniej wskazuje ogień wzniecony w kaplicy, którego blask jest ledwo widoczny przez drzwi i za budynkiem.

Dziwaczne, karykaturalne stwory próbują bezskutecznie zwrócić na siebie uwagę świętego. Bosch słynął z niezwykłej fantazji w malowaniu potworów i straszliwych wizji. Na tym obrazie potwory nie są jednak straszne. Wydają się nawet śmieszne w swej bezsilności. Święty bowiem całkowicie nad nimi panuje. Nic nie zakłóca jego kontemplacji. Walka została przez niego wygrana, aczkolwiek w oddali, zwłaszcza z prawej strony, widzimy zastępy kolejnych maszkar podążających kolejno w kierunku Antoniego. W ten sposób artysta sugeruje, że pokusy grzechów pojawiają się przez całe życie człowieka i musi on być ciągle przygotowany na ich ataki (Museo del Prado, https://www.museodelprado.es/en/the-collection/art-work/the-temptations-of-saint-anthony/c1fb9065-66bd-4a6e-abd8-3b6a75431313, dostęp 04.01.2024; L. Śliwa, Święty Antoni Pustelnik [w]: Święci według mistrzów. 100 dzieł wielkich malarzy, red. E. Olczak, Warszawa 2009, s. 106–107; E. Bianchi, Święty Antoni Opat [w]: Święci na każdy dzień, dyr. wyd. A. Tarzia, Kielce 2011, s. 45).

3. Życie

„Marzec 2022 r., belgijskie miasto Oupeye. Zmagająca się od kilku miesięcy z nowotworem Alexina, odczuwając przewlekły ból, decyduje się na eutanazję. Rozmawiała o tym już ze swoim partnerem i z nastoletnią córką – nie sprzeciwili się jej decyzji, wszyscy bowiem dorastali w kraju, w którym eutanazja stała się codzienną praktyką. Alexina oznajmiła swą decyzję lekarzowi i czekała, aż ten wstrzyknie jej śmiertelny zastrzyk – co w mniemaniu chorej kobiety miało zakończyć jej cierpienia. Do zakończenia życia Alexiny dojść miało w jej domu.

Coś jednak poszło nie tak. Lekarz zastosował złą dawkę, kobieta po zastrzyku nie zmarła. Dwie pielęgniarki towarzyszące lekarzowi, widząc wciąż nieumarłą, lecz nadal męczącą się z potwornym bólem kobietę, podjęły decyzję, że eutanazję trzeba dokończyć. Przepisy nie przewidywały możliwości ponowienia zastrzyku – pielęgniarki po chwili narady chwyciły więc za poduszkę, a jedna z nich przytknęła ją do twarzy pacjentki. Członkowie rodziny wcześniej musieli opuścić pokój, stanęli więc na tarasie i... usłyszeli krzyk Alexiny. Zdecydowali się więc wrócić do jej łóżka, ale kobieta już nie żyła, miała jednak otwarte oczy i usta.

I nie wiadomo tylko, co w tej historii jest najstraszniejsze. Śmierć przez uduszenie? Śmiertelny pomysł pielęgniarki? Oburzenie rodziny i zawiadomienie o przestępstwie, skoro przecież i tak zgodzili się na pozbawienie życia Alexiny? To, że na zabicie kobiety zgodziła się ona sama, jej rodzina, lekarze i pielęgniarki? A może sam fakt, że do czyjegoś domu przychodzi człowiek nazywany lekarzem i wstrzykuje – zgodnie z prawem – śmiertelny zastrzyk? A może jednak najstraszniejsze pozostaje to, że taka sytuacja, choć bez tak spektakularnych komplikacji, odbywa się wiele razy w tygodniu w Belgii i kilku innych krajach?

Historia z Oupeye nie mogła nie stać się zaczynem dyskusji o eutanazji. Internauci podkreślali w brutalnych, lecz przecież na swój sposób logicznych słowach, że kobieta prosiła o śmierć z ręki medyków i ją otrzymała. Że rodzina zgodziła się na to, by zakończyć życie pacjentki, i otrzymała, o co prosiła. Inni komentujący – co bardziej konserwatywni – zauważali natomiast, że sytuacja ta doskonale pokazuje, że eutanazja jest po prostu zabójstwem, a w kraju, w którym niektórzy ludzie mogą w majestacie prawa zabijać innych, jeśli tylko tamci sobie tego życzą, takie rzeczy muszą się zdarzać.

Coś w tym jest. W Belgii, która zalegalizowała eutanazję 21 lat temu, dorosło już wszak całe pokolenie, dla którego ten rodzaj zakończenia życia stał się całkowicie normalny – skoro dozwolony przez prawo, praktykowany i przez nikogo nieoprotestowywany. Według sondaży możliwość zabicia pacjenta na jego prośbę akceptuje ponad 90 proc. społeczeństwa, a do Belgii coraz częściej przyjeżdżają ludzie z innych krajów – tzw. turyści eutanazyjni – by tam właśnie zakończyć żywot. Liczba zabiegów w tym kraju stale wzrasta, według raportu Federalnej Komisji Kontroli i Oceny Eutanazji w 2022 r. dostarczono 2966 dokumentów rejestracyjnych dotyczących eutanazji, co stanowi wzrost o 9,85 proc. w porównaniu z rokiem 2021. Spośród pacjentów 69,9 proc. było w wieku powyżej 70 lat, a 42,2 proc. w wieku powyżej 80 lat, a liczba przypadków w wieku poniżej 40 lat pozostała bardzo ograniczona (1,2 proc). Największą grupę stanowili pacjenci w wieku od 80 do 89 lat (29,2 proc).

W większej o jedną trzecią Holandii oficjalnie zgłoszono 8720 powiadomień o eutanazji. Jest to wzrost o 13,7 proc. w porównaniu z 2021 r. i stanowi 5,1 proc. wszystkich zgonów. Tak, dobrze państwo liczą, oznacza to, że co 20. osoba; która zmarła w Holandii w 2022 r. z jakiegokolwiek powodu, została uśmiercona przez lekarza (sic!)” (K. Kratiuk, Eutanazja. Strzykawką czy poduszką? Czy ma znaczenie, w jaki sposób medyk uśmierci pacjenta?, „Do Rzeczy”, 23–29 października 2023, nr 43/550/, s. 66–67).