Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów (Iz 56, 7).

1. Komentarz naukowy

Prorok Izajasz poświęcił wiele miejsca uniwersalizmowi religijnemu. Nie była mu zapewne obca myśl, że Izrael jako pierwszy z odnowionych narodów pociągnie swoim przykładem cały eschatologiczny pochód ludów pogańskich. Deutero-Izajasz widział także przymierze między Jahwe a Jego ludem w ramach nowej rzeczywistości po niewoli jako powszechną więź między narodami, których światłością był wybrany lud Boży. Trzecia część Księgi Izajasza podejmuje ten sam problem w nieco innych uwarunkowaniach historycznych. Część ludu Jahwe znajduje się już w dawnej ojczyźnie. Trito-Izajasz, któremu przypisuje się w aktualnej postaci Księgi Izajasza rozdziały 56–66, działał najprawdopodobniej we wczesnych czasach perskich, a niektórzy nawet mówią o czasach helleńskich. Czasy jego oraz stan moralny repatriantów i ludności, która nie została deportowana do Babilonii, był, można powiedzieć, opłakany. Odbudowa świątyni przebiegała mozolnie i z wieloma oporami. Działający wówczas prorocy nie zaprzestali jednak głosić i zapowiadać powstania nowego wielkiego zgromadzenia ludu Bożego złożonego z żydów i pogan na odbudowanym nowym Syjonie.

Ponadto, po powrocie z Babilonu, wśród ludu Bożego zaistniał nieznany dotąd problem. Ludność, jaką zastali w kraju powracający z niewoli, była ludnością mieszaną: obok rodzimych mieszkańców pozostawionych przez Babilończyków znalazło się tu wielu pogan. Niektórzy z nich zachowywali pewne przepisy Prawa (może na wzór pozostałej ludności) i z tego tytułu uważali się za członków społeczności narodu wybranego. „Cudzoziemiec” oznaczał w Izraelu dwie kategorie ludzi: żyjących na stałe na terenie Palestyny ludzi pochodzenia obcego, posiadających obowiązki, ale i przywileje, oraz obcokrajowców przebywających tam na prawach tymczasowego gościa, którym odmawiano takich praw. O tych ostatnich chodzi w obecnym kontekście. Przed niewolą tolerowano ich zaledwie, a po powrocie z niewoli problem ich stał się pierwszoplanowy. Ta liczna grupa ludzi obcych, przyznających się jednak do wiary w Jahwe, odczuwała boleśnie dystans Judejczyków.

Dom modlitwy – to nowe określenie, powstałe zapewne w okresie niewoli, gdzie miejsca zebrań religijnych obejmowały modlitwę, nie zaś ofiary składane w jerozolimskiej świątyni. Ten nowo wznoszony dom Jahwe będzie odtąd dostępny dla wszystkich narodów. Oczywiście będą tam składane również ofiary, w których narody będą miały pełnoprawny udział. Podkreśla to całkowite równouprawnienie z pozostałymi synami narodu wybranego. Iz 56, 1-8 jest świadectwem pojednania pomiędzy dwiema tendencjami. Jedną, która chciała odnowić kult dokładnie tak, jak go zostawiono przed pójściem na wygnanie, i drugą, która być może, podobnie jak Izajasz, chciała zmodyfikować go radykalnie. Znakiem pojednania jest koncepcja szabatu. Jeżeli z jednej strony nie rezygnuje się z dnia świętego, a z drugiej strony ten dzień nie tylko charakteryzuje się oderwaniem się od pracy fizycznej, ale rezygnacją z czynienia zła, co powinno obowiązywać w każdy dzień, a nie tylko w szabat. Teraz do świątyni jako domu modlitwy mają dostęp wszyscy – także eunuchowie i cudzoziemcy. Pojednanie pomiędzy różnymi grupami, tradycjami nieprzyjacielskimi jest warunkiem pojednania się wszystkich ludów, wezwanych do udziału w liturgii na świętej górze (Księga Izajasza II–III, 40–46. Wstęp, przekład z oryginału, komentarz, ekskursy, oprac. L. Stachowiak, Poznań 1996, s. 246–250; B. W. Matysiak, Problem eschatologii powygnaniowej u Trito-Izajasza, Studia Elbląskie 12(2011), s. 201–210; G. Witaszek, Przyjęcie pogan przez Pana (Iz 56,1-8) [w]: Kościół i historia. Drogi i wzajemne powiązania. Księga pamiątkowa ku czci księdza profesora Anzelma Weissa, red. S. Tylus, J. Walkusz, Lublin 2001, s. 343–351).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„Dopóki znajdujemy się pośrodku, chwiejni i niezdecydowani, zawsze powinniśmy pamiętać o tym, że wtajemniczanie się w życie wieczne, w Bożą mentalność, może się dla nas stać tak trudne, męczące i przedłużające się, że oczyszczenie może się nam wydawać przedsięwzięciem niemal beznadziejnym. Przez całe życie mieliśmy czas uczyć się miłości, a w końcu stajemy przed Bogiem jak analfabeci, którym brak nawet elementarnej wiedzy. Jakiegoż wtedy trzeba trudu, żeby tej skostniałej duszy starego kawalera przywrócić młodość, w ten skostniały mózg wbić alfabet Boskiego języka, całą nawet jego gramatykę i składnię. To, czego inni uczyli się od młodych lat i co praktykowali przez całe swe ziemskie życie. Jakaż to chirurgia dusz! Miejmy się na baczności i już dzisiaj zacznijmy uczyć się miłości. Nie ma nic bardziej pocieszającego, nic nie rodzi w nas większej nadziei, jak wystawienie się na działanie jej ognia. Na wszystko może być kiedyś w życiu już za późno, tylko nie na miłość” (H. U. von Balthasar, Eschatologia w naszych czasach, Kraków 2008, s. 102–103).

3. Z życia wzięte

(dr Wanda Błeńska – Matka Trędowatych, lekarka, która przez 43 lata leczyła i opiekowała się w Ugandzie chorymi na trąd. Do Polski wróciła w 1994 r. Zmarła w 2014 r., w wieku 103 lat).

Jako lekarka świecka stworzyłam więź pomiędzy katolickim szpitalem a urzędnikami rządowymi. Do tego czasu w Ugandzie istniała dość niezdrowa rywalizacja między chrześcijańskimi wyznaniami.

Afrykanin jest na swój sposób religijny. Wierzy w Boga i w duchy, do których zalicza on w pierwszym rzędzie swoich przodków. Wierzy w pomoc duchów z tamtego świata. Trudno powiedzieć, jak głęboko nasza religia przenika tubylców, ile trzeba czasu, aby stać się chrześcijaninem. W wielu wypadkach wiara osiągnęła swoją największą głębię, aż do męczeństwa, podczas wojny czy prześladowań. W innych pozostała powierzchowna albo została odrzucona w konfrontacji z poligamicznymi formami społecznymi. Nie jestem tego pewna, czy wspólnota białych daje zawsze dobry przykład chrześcijańskiego życia. Wtedy musiałoby się chyba więcej akcentować miłość jako pamiątkę wydarzenia paschalnego.

Dla Afrykanina chrześcijaństwo jest religią białego człowieka. On czuje się rasowo zależny, tak długo jak hierarchia kościelna jest europejska. Afrykańskim biskupom, księżom, braciom i siostrom przypada w niedzielę ciężkie zadanie nauczać chrześcijaństwa jako religii, która od Chrystusa, a nie z Europy pochodzi. Kościół katolicki często opiera się w krajach rozwijających się na generacji średniego pokolenia, które miało już katolickich rodziców i chodziło do szkół misyjnych. Ci katolicy są zatrudniani jako nauczyciele, siostry szpitalne, pracownicy szpitalni. Wszyscy gimnazjaliści, uczniowie szkół pielęgniarskich, nauczycielskich i technicznych są poszukiwani przez należących do tego samego plemienia i wyznania, by stanowić czołówkę kierowniczą. Są oni dla młodych państw najważniejszym środkiem, aby usuwać spory plemienne, które w społecznym i politycznym życiu jeszcze ciągle mocno się zaznaczają. Religia katolicka jest przyjmowana lub odrzucana na podstawie form, które ją wyrażają. Nasz uczeń nie przez słowa, ale przez czyny osądza głębię chrześcijańskiego życia. Zasługę ofiarnych misjonarzy stanowi niesienie światła wśród ciemności, stawianie braci na nogi, aby byli gotowi wzrastać w swej samowystarczalności, technice i nauce. Stare poglądy, zwyczaje i normy życiowe przepadły. Kiedy my tej luki nie wypełnimy nowym życiem wiary i miłości chrześcijańskiej, zacznie się szerzyć frustracja, despotyzm i nienawiść. To jest zadanie, które stoi przed każdym z katolików, zarówno świeckich, jak i duchownych. Na tym polega consecratio mundi – uświęcenie świata (M. Jelonek, J. Gadzińska, Wanda Błeńska. Spełnione życie, Poznań 2019, s. 246–248).