Banner

Zgoda na wolę Bożą, ks. Janusz Mastalski


Jan Paweł II przed laty komentował tę jedyną, niepowtarzalną noc w następujący sposób: „Tajemnica nocy betlejemskiej trwa bez przerwy. Wypełnia ona dzieje świata i zatrzymuje się na progu każdego ludzkiego serca. Pochyleni raz jeszcze nad betlejemską tajemnicą możemy tylko myśleć z bólem, jak wiele stracili owi mieszkańcy miasta Dawidowego przez to, że nie otwarli drzwi. Jak wiele traci człowiek każdy, który nie dopuści Chrystusowi narodzić się pod dachem swego serca”.

Dzisiejsza noc jest pochyleniem się wraz z rodziną nazaretańską nad kołyską, w której leży Miłość. Każdy z nas powinien wejść do betlejemskiej groty nie tylko dlatego, że domaga się tego tradycja, ale przede wszystkim po to, aby otworzyć własne serce na moc Bożą.

Dla Świętej Rodziny noc narodzin nie była pewnie wymarzoną nocą. Inaczej wyobrażali sobie przyjście na świat Jezusa. Zamiast w ciepłym, pełnym wygody domu Mesjasz urodził się w zwykłej grocie, pośród bydła i nieporządku. Może właśnie ta symbolika jest szczególnie ważna dla współczesnego człowieka.

Jakże często nasze wyobrażenia i marzenia mijają się z rzeczywistością. Nierzadko stajemy przed faktem trudnej do przyjęcia woli Bożej. Tyle mamy planów i zamierzeń, a okazuje się, że Bóg chce inaczej. Cóż wtedy pozostaje? Postawa Maryi i Józefa jest wzorem postawy uległości. Stajnia betlejemska pokazuje, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach można realizować Boże plany. Istnieją jednak dwa warunki, aby noc betlejemska powtarzała się w naszym życiu.

Musimy z naszego słownika i serca wyrzucić stwierdzenie „jestem bezsilny”. Człowiek wchodzący do groty narodzenia, widząc, do jakiej pokory zdolny jest Bóg, nie może nie uwierzyć, że On jest z każdym człowiekiem w jego pięknych, ale i trudnych chwilach. Dlatego też każdy wierzący musi zobaczyć w Dzieciątku swoje człowieczeństwo, które jest umocnione łaską. Wychodząc dziś z kościoła, nie można zapominać, że nawet w chwilach beznadziejnych tajemnica „Boga z nami” rozprasza ciemność smutku i zwątpienia. Dzieciątko Jezus pokazuje wszystkim, że każdy człowiek jest powołany do zwycięstwa, do ciągłego odradzania się bez względu na okoliczności. Tajemnica Bożego Narodzenia jest bowiem tajemnicą z jednej strony ubóstwa, ale z drugiej – ogromnego bogactwa. Bóg-człowiek przychodzi na świat w ubogiej stajni, aby świat ubogacić łaską. Zatem człowiek prawdziwie wchodzący do groty narodzenia nie może powiedzieć: „Jestem bezsilny wobec problemów, które napotykam, wobec siebie samego, wobec swoich słabości”. Emmanuel uniemożliwia takie stawianie sprawy.

Jest jeszcze jedno ważne zdanie, które trzeba usunąć ze swojego życia. Patrząc na ekstremalne warunki, w których narodził się Jezus, trzeba wyrzucić stwierdzenie „nie potrafię”. Święta Rodzina nie załamała się, gdy okazało się, że „nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2). Zwykły żłób stał się kołyską i mieszkaniem dla Mesjasza. W ten sposób Maryja wraz z Józefem udowodnili, że to, co niemożliwe, staje się realne.

Dla wielu z nas następne dni nie będą łatwe. Wielu boryka się z problemami finansowymi, rodzinnymi czy zdrowotnymi. Jakże wielu ogarnia zniechęcenie i marazm wynikające z przekonania, że nic się już nie da zrobić. Tajemnica betlejemskiej nocy zaprzecza takiemu spojrzeniu. Z groty narodzenia płynie pełne nadziei przesłanie: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 6). Skoro Pan ma we mnie upodobanie, to „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.

Dlatego też przychodzimy dziś do Betlejem, aby umocnić naszą wiarę i uzdrowić serca. W antyfonie na wejście można przeczytać wezwanie: „Radujmy się wszyscy w Panu, dzisiaj narodził się nam Zbawiciel. Dzisiaj prawdziwy pokój zstąpił z nieba na ziemię”. Trzeba zatem z ufnością zbliżyć się do żłóbka i przyjąć Dzieciątko do swego serca.

Pozostaje jeszcze tylko pytanie, jak to uczynić. Odpowiedź podsuwa przypowieść o Narodzeniu Pańskim Romana Brandstaettera:

W pewnym człowieku narodził się Chrystus. Ale ów człowiek nie słyszał anielskich harf ani śpiewu pasterzy, ani nie przyniósł Chrystusowi w darze złota i mirry na podobieństwo trzech Mędrców. Ani nie uważał się za mędrca. Ofiarował Mu natomiast:
– Swoją samotność i swoje cierpienia.
– Swoje grzechy i swoją biedę, a także upadki.
– Po prostu wszystko, co posiadał.

Powiedział:
– Ty zawsze czekasz na człowieka, Panie. Upodobałeś sobie mnie. Chociaż nie wiem dlaczego?

Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.

Złóżmy więc w darze Bogu samych siebie i nie zapominajmy, że ta noc zobowiązuje nas wszystkich do odpowiedzialności za Tego, który narodził się w Betlejem, a także w naszych sercach. W chwilach zwątpienia pamiętajmy o słowach z dzisiejszego pierwszego czytania: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa” (Iz 9).

Uwierzmy w tę tajemnicę, a radość będzie pełna!!!